Zgubione paczki

Data: 11 listopada 2017

 

Tak, to prawda – wszystko, prawie wszystko kojarzy mi się z górami. Tak więc Niepodległość naszej Ojczyzny również.  Zresztą to przecież oczywiste. Z górskich szczytów nie tylko jest bliżej do Pana Boga, ale tam także łatwiej o Wolność, a ta jest przecież siostrą rodzoną Niepodległości.   

Okładki pierwszych tomów Pamiętnika Towarzystwa Tatrzańskiego – wydawnictwa powołanego do życia nie tyle przez XIX wiecznych miłośników gór, co przed wszystkim przez ludzi kochających Polskę – przyozdabiała rycina Walerego Eliasza z charakterystycznym góralem stojącym na szczycie jakiejś turni, a obok powiewała wstęga z wersem wziętym wprost z „Pieśni o ziemi naszej” Wincentego Pola: W góry, w góry miły bracie, tam swoboda czeka na cię.

         Jedną z postaci polskiej Niepodległości, które winny mieć w naszej pamięci spiżowy pomnik, jest ks. Ferdynand Machay, niezwykły góral spod Babiej Góry i wielki bojownik o polskość Orawy i Spisza w czasie I wojny światowej. W pamiętnikach „Moja droga do Polski” zawarł taką oto opowieść swego przyjaciela, również działacza niepodległościowego, Piotra Borowego, pochodzących z czasów formułowania się po roku 1918 granic Polski:

Jechoł sobie raz furmon do domu na wozie naładowanym packami. Na siedzisku mioł przy sobie psa wiernego i oddanego. Furmon jechał nie patrząc na prawo, ani na lewo, ani też w tył. Piesek dźwignął się naraz z siedziska, zeskocół na drogę i oglądnowsy się, zacął do koni scekać. Furmon skrzycoł na psa, aby ucichnął. Ale piesek jesce lepiej scekoł i nawet gryść zacon konie w nogi. I to cem dalej jechali, tem bardziej piesek dokucał koniom. Furmon się zląkł, ze się pies wściekł, z bólem serca wyjął z kieseni rewolwer i strzelił do niego. Trafił go. Raniony piesek jednak wrócił się po drodze. Furmon pocątkiem nie zwazoł na ranionego psa, ale na chwile zastawił konie i idąc za śladem krwi, znalazł wiernego zwierza – martwego przy dwóch zagubionych packach.

Co jo wam z tym pieskiem chce powiedzieć? Słuchojcie!

Na wozie jadący furman, to Polska z niewoli do życia wracająca. Wiezie packi, swój skarb: Kraków, Warsawę, Wilno, Poznań, Lwów, Śląsko, Gdańsko i t.d. Z wozu tego jednak, bo był trochę potrzepany, wyleciały niepostrzeżenie dwie małe packi: Spis i Orawa. Skocył wtedy wierny piesek Polski na drogę i zacął scekać i koniom dokucać. Tak my wom wygnańcy chłopi z ks. Machayem dokucomy, scecemy i cobyście nos nawet rewolwerami pędzili, ciągle wom przypominać będziemy, zeście zgubili dwie packi z wozu. A jak na to przyjdzie, to i krwią swoją przypieczętujemy swoją psią wierność do Polski.

         Taką albo podobną historię moglibyśmy tutaj przysposobić używając nieco innego języka, np. mowy tych, co ich odrodzona Polska zostawiła za Berezyną czy Dnieprem. A przecież to nie był koniec „zgubionych paczek”. Bo to zawsze tak jest, że zaczyna się od małych strat, który się nie zauważa albo, na które macha się ręką. Ale przecież, jeżeli z polskiego wozu wypadnie choćby jakaś malutka Jaworzyna, to zaraz obsuwają się większe paczki i pozostawiamy za sobą nawet te, które kiedyś nasz wóz definiowały – takie Lwowy, Grodna czy Wilna. I tak jak w tej historii Borowego, każdy wierny piesek, który chciał o tym przypomnieć, został zabity, czyli zabito pamięć o nim. I do dzisiaj, tak na poważnie, nikt nawet nie wrócił po śladach krwi, żeby zobaczyć, na co tak „szczekali” Józef Mackiewicz, Michał Pawlikowski, Mieczysław Grydzewski czy Jan Lechoń i Kazimierz Wierzyński.

         Takie to różne myśli mnie dopadły w związku z niepodległościowym tematem przewodnim tego numeru INTUICJI. Nie poczekaliśmy z tym na okrągłą jubileuszową datę. O naszej wolności postanowiliśmy mówić już teraz, w roku 2017. Bo na Niepodległość trzeba zasłużyć, bo Niepodległość nie przychodzi sama, bo nie tylko potrzeba tutaj znoju i potu, ale bywa, że i koniecznym jest złożyć daninę krwi. Bo do Niepodległości trzeba wychowywać od dziecka. Na „pokolenie Kolumbów” należy po prostu zasłużyć. Tego nie załatwią capstrzyki i wernisaże, ani żadne jubileuszowe okoliczności. No i tutaj możemy napisać, że te nasze współczesne paczki, które gubimy, to już nie wielkie dawne województwa czy dzielnice Rzeczypospolitej; to już nie królewskie i godne grody, ale rudymentarne wartości: polska duma narodowa, wiara katolicka, honor i w ogólności tożsamość. Bez tamtych paczek stawaliśmy się coraz bardziej kalecy, ale bez tych, które z naszego wozu gubimy współcześnie, przestajemy po prostu być Polakami.

Długo by gadać… Zresztą, już kilku zrobiło to bardzo dobrze wcześniej. Na przykład taki Władysław Bełza. Znacie? To posłuchajcie, jak puentuje się jego „Katechizm polskiego dziecka”, uczący miłości Ojczyzny:

Czym ty dla niej?

Wdzięczne dziecię.

Coś jej winien?

Oddać życie.

Tomasz A. Żak

„Intuicje Przydrożne” nr 16/2017