W górach jest wszystko, co kocham…

Data: 21 sierpnia 2015

Tak, tak…

Chciałbym się z Wami podzielić swoją radością powstałą nie w Teatrze Nie Teraz, a jednak bardzo naszą, taką właśnie „Nie Teraz”! Oto udało się doprowadzić do premiery nader karkołomny projekt teatralny. Teatr im. Wandy Siemaszkowej w Rzeszowie zdecydował się na realizację sceniczną mojego scenariusza i w moje ręce oddał reżyserię tego dzieła. „Wyżej niż Połonina” to nie jest kolejna „produkcja” repertuarowa. To spełnione wyzwanie, aby najpierw świat najbardziej tajemniczych i „dziwnych” gór w Polsce zaszczepić w głowach i sercach wszystkich ludzi to widowisko współtworzących, później oddać to górom, czyli tam, pod połoniny zaprosić widzów i tam premierowo „ochrzcić” naszą pracę, a dopiero potem „wrócić do miasta”.

Do tego konieczną były odmienne metody pracy, niż np. standardowe w teatrach instytucjonalnych próby czytane lub akademickie deliberacje „na temat” z etatowym kierownikiem literackim. Wybrany do realizacji tego przedsięwzięcia zespół sprawdził się wspaniale. Jestem niezwykle rad, ze mogłem z tymi ludźmi pracować, a przy okazji wiele od nich dobra otrzymać. Niezwykle ważnym dla tego spektaklu było zaproszenie do niego aktora Teatru Nie Teraz – Przemka Sejmickiego, bez którego obecności trudno byłoby mi sobie wyobrazić naszą „Połoninę”. A oto zespół aktorski: Justyna Król; Mariola Łabno-Flaumenhaft, Robert Chodur, Waldemar Czyszak, Przemysław Sejmicki, Robert Żurek.

Praca nad „Połoniną” (tak w skrócie nazywamy nasz spektakl) przyniosła ważnych i bardzo ważnych wydarzeń: spotkań (choćby to ze smolarzami na wypale w Smereku); nowych przyjaźni (na przykład – Ksenia Onyszkanycz, Inka Wieczeńska, Piotr „Rogalik” Rogala, Piotr Woroniec) i… dotknięć tego, co mistyczne (niespodziewana śmierć naszego scenografa Krzysztofa Szczęsnego). A przecież było jeszcze tak nierutynowe angażowanie się Krzysztofa Lubasa, Sławomira Domino i innych osób z ekipy technicznej. No i była wszystko koordynująca Ania Jochym. Tak, „Połonina” coś ważnego z nami uczyniła i oby tak zostało.

ONI STAMTĄD

Do programu-folderu spektaklowego napisałem specjalny tekst, który to moje pisanie puentuję.

Nie, nie chodzi o Bieszczady. Albo inaczej – nie zupełnie chodzi o nie.

Najprościej będzie napisać, że chodzi o góry. Że są „ponad czasem”, że są „ponad dobrem i złem”, że „stąd najbliżej do Pana Boga”, że to prawdziwe „wolności ołtarze”…

Czyli trzeba opowiedzieć o wolności. O tym, że i ona, jak góry, szczególnie te góry biesem poranione, ma wiele twarzy. Dla kogoś wystarczy, że zejdzie ze szlaku i już „jest wolny”. Inny zbuduje szałas z widokiem na Caryńską. Dla wielu, którzy góry te zwą Bieszczadem, dla nich wszystkich to był azyl, strefa bezpieczna od wścibstwa władzy. Dla wielu, którzy tutaj postanowili się spotkać z nowym sobą, wolność jawiła się, jako uciekanie od życia w dolinach, od życia, które dusi. Dla niektórych te zastygłe tektoniczne fale trawą i buczyną porośnięte, to nic innego, jak metafora natchnienia, które pozwala tworzyć i kochać – w tworzeniu być wolnym. Pięknie, prawda?

Tyle, że to piękno, zupełnie niespodziewanie dla jego wyznawców, potrafi zabić i – jakby przy okazji – odbiera całą wolność. Ludziom tutaj twardnieją dłonie od ciężkiej roboty. A robić trzeba, aby żyć, aby w ogóle w górach przeżyć. I bywa, że wtedy kamienieją serca. Ze zdradą pije się bruderszaft przed południem, „na kaca”, a potem chla się do rana z szatanem. Czymś przecież trzeba wypełnić miejsce po wypalonych marzeniach i wyrzuconej za drzwi miłości.

I o tym jest mój spektakl. O tym, co „w tych górach czarnych” się zdarzyło i zdarza. To jedna z takich opowieści, które dojrzewają latami, nim „pójdą do ludzi”. Szukają formy, języka, sposobu, aby nie skłamać. Bo przecież tylko prawda jest ciekawa i tylko ją warto opowiadać.

Że smutne są takie prawdy? Ależ nie! Jak mówi jeden z bohaterów tej teatralnej opowieści: „To zaklęte, dziwne miejsce. Jedno, jedyne na świecie. Tu jest coś cudownego”. Bo bywa i tak, że od roboty kamienieją dłonie, a otwiera się serce i wtedy „dalekie miasta są niczym”, jak napisał mistrz Harasymowicz. Jak w swym buczynowym śpiewaniu gadał do nas Wojtek Belon.

I okazało się, że z tym „kochaniem” Bieszczadu to prawda najprawdziwsza. „Wyżej niż Połonina” pootwierała zdawać by się mogło dawno zamknięte drzwi dawno opuszczonych chyż i szałasów. To się stało tam, w górach, i w Rzeszowie, u „Siemaszkowej”. Powstaniu tego spektaklu pomogli wszyscy – tak to widzę, tak to czuję – od inspicjenta do dyrektora, od scenografa po organizację widowni i całą technikę. Bez tego byłoby trudno, a może nawet bez sensu. Ale najważniejszą pracę na tej wspólnej „ścieżce na połoninę” wykonali aktorzy i ich serca. Dziękuję!

Dziękuję Wam wszystkim. A więc: NA POŁONINĘ!

Tomasz A. Żak

Rogalik iTAŻ nad Soliną

Premiera spektaklu odbędzie się w pejzażu, o którym opowiada. Temu wędrowaniu będą towarzyszyć działania dodatkowe, w które będą zaangażowani lokalni artyści.

W spektaklu wykorzystano utwory Wojciecha Belona i zespołu Wolna Grupa Bukowina oraz wiersz Jerzego Harasymowicza „W górach jest wszystko co kocham” w muzycznej interpretacji Elżbiety Adamiak.Miejsca prezentacji (wszystkie spektakle o godz. 20,00):

  • 21 sierpnia 2015 r. cerkiew, Baligród
  • 22 sierpnia 2015 r. Gminne Centrum Kultury i Ekologii, Cisna
  • 23 sierpnia 2015 r. Remiza OSP, Wetlina
  • 28 sierpnia 2015 r. Kino „Końkret”, Zatwarnica
  • 29 sierpnia 2015 r. Muzeum Młynarstwa i Wsi, Ustrzyki Dolne
  • 30 sierpnia 2015 r. Pałac Biesa, Olszanica
  • 4 września 2015 r. Dziedziniec zamku, Sanok
  • 5 września 2015 r. Ruiny klasztoru OO. Karmelitów Bosych, Zagórz
  • 12 września 2015 r. Przystań Ośrodka Unitra, Polańczyk
  • 13 września 2015 r. Galeria Sztuki „Bieszczadzkie Zadumania” Bieszczadzkiego Domu Kultury w dawnej synagodze, Lesko

PREMIERA RZESZOWSKA

  • 19 września 2015 r. Szkółkarski Zakład Doświadczalny, Albigowa k. Rzeszowa (za tą nazwą kryje się kompleks obiektów i parku dawnej stadniny ordynacji Potockich z Łańcuta)