Recenzje

Podstawowym tworzywem dla tego spektaklu Teatru Nie Teraz stał się tekst „Księcia Niezłomnego” – siedemnastowiecznego dramatu, który łączy w sobie najlepsze wzorce literatury hiszpańskiego Złotego Wieku i największe osiągnięcia polskiego Romantyzmu. Dramat ten jest ponadto swoistą legendą XX-wiecznego teatru światowego, a to dzięki realizacji Jerzego Grotowskiego w jego Teatrze Laboratorium (premiera w roku 1965). „Niewierni” korzystają ponadto z bieżącej, niepoprawnej politycznie publicystyki dotyczącej kapitulacji kultury europejskiej przed ekspansją współczesnych pogan, wśród których nieprzypadkowo istotną rolę odgrywają społeczności muzułmańskie. Stąd, podczas powstawania scenariusza spektaklu, sięgnięto także do tekstów słynnej włoskiej dziennikarki, Oriany Fallaci, która islam uznawała za religię z natury swej wyjątkowo agresywną, niebezpieczną i reakcyjną. W zaskakujący sposób te dzisiejsze diagnozy pasują do rzeczywistości opisywanej w dramacie Calderona. I w zaskakujący sposób decyzje podjęte przez bohatera tego dramatu, zdają się być fundamentalnymi dla zachowania katolickiej tożsamości. Mogą tez stać się przykładem i pomocą w życiowych wyborach. Sam dramat oparty został na autentycznym wydarzeniu, klęsce wojsk portugalskich pod Tangerem w 1437 r. Wzięty do niewoli infant Fernand staje się przykładem męstwa, honoru i religijności. Odrzuca on dumnie warunki proponowane za jego uwolnienie przez Arabów i jako nędzarz pozostaje w niewoli. Nawet w obliczu śmierci nie ugina się – pozostaje chrześcijańskim rycerzem bez skazy. Umiera dla Boga i z jego imieniem na ustach. Jego postawa zmienia dręczycieli i katów, a ponadto staje się światłem dla współbraci w wierze, dając im siłę i prawdziwą wolę zwycięstwa nad swoimi słabościami i nad heretykami. Taka postawa to wyjątkowy przykład siły koniecznej dla europejskiej duchowej rekonkwisty. (TAZ)

„Serum na polityczne profanum – rzecz o „Niewiernych”. (inTARnet.pl, 25 lipca 2007)

Tarnowski Teatr Nie Teraz przygotował kolejne przedstawienie. Wielowymiarowy spektakl nakładającymi się warstwami fresków wielkiej literatury przypomina jakby ku przestrodze stare dzieje w momencie, kiedy historia zatacza swe wielkie koło, chcąc nim pogruchotać pochylone karki ostatnich chrześcijan.

(…) Spektakl dzięki swojej pełnej powietrza fakturze zyskał sporo przestrzeni, (nie tyle interpretacyjnej, bo ta było cokolwiek przecież ukierunkowana ciążącym balastem światopoglądu reżysera) głównie estetycznej ze względu na ascetyzm wykorzystanych środków wyrazu, jak i literackiej, gdzie musiały pomieścić się trzy warstwy dzieła, do którego odwołał się Teatr Nie Teatr swoimi „Niewiernymi” (1629 Calderon, 1843 Słowacki, 1965 J.Grotowski i 2006 T. A. Żak.). Oszczędna formuła sprzyja wyrazistości przekazu. Głośno krzyczy wymowną alegorią siedemnastowiecznej sztuki Calderona, a wzbogacona publicystyką Fallaci i ostatecznie przefiltrowana Żakiem, angażuje się we współczesność, będąc otrzeźwiającym serum na polityczne profanum naszych korporacyjnych czasów! (…) Twardoręki, ale nie twardogłowy dyktator, charyzmatyczny reżyser, scenograf i założyciel Teatru Nie Teraz jest człowiekiem o wielkiej wrażliwości, wyczulonym na drgania najwyższej częstotliwości, co pozwala mu na wczesne rozpoznawanie czyhających zagrożeń, na długo przed społeczną świadomością sposobiącego się zła. „Niewierni” mogli się pojawić w takiej formie i w tak wąskim, alternatywnym paśmie niszowej kultury, jak sądzę, dzięki nieustannie walczącemu z mainstreamową papką niby wysokiej kultury Tomaszowi A. Żakowi. Widać u niego zarówno fascynację, jak i potrzebę oddania hołdu wielkiemu teoretykowi teatru Jerzemu Grotowskiemu. Determinację i niezłomną wolę Żak przejawia od ponad 25 lat manifestując swymi inscenizacjami autorską czystość przekazu, niezależność twórczą i wreszcie szczerość emocjonalną. Jego zdaniem, teatr podobnie jak u Grotowskiego ma misję, jest narzędziem, które zmienia i widza, i aktora. Jest sacrum dokonującym przemiany. Widz wychodzi od Żaka z przewartościowanym moralnie wektorem postępowania i kontynuuje swój żywot już po innej trajektorii. Grają: Szymon Seretem, Karolina Kozioł, Joanna Myszka i Agnieszka Wąs. Młodzi aktorzy swym olbrzymim zaangażowaniem wpisują w role swoją transformację. Eksplorując własne wnętrze oprowadzają widza po zakamarkach człowieczego jestestwa. Wszyscy utalentowani, mający już niezły warsztat, potrafią zdominować swą sceniczną obecnością myśli widza, który zapatrzony i zasłuchany łatwo daje się wciągnąć w opowiadaną historię. (…) Teatr Nie Teraz daje wiele gotowych odpowiedzi na zapętloną

sk-rzeczywistość! Nie proponuje łatwych rozwiązań. Z pewnością nie są one

akceptowalne dla wszystkich i nawet jeśli prezentuje racje mniejszościowe,

trzeba je ścierpieć pozwalając na społeczną emisję. (…)

(Krzysztof Ziewacz)

„Niewierni – Księciu niewierni, czyli konserwatywny performance”.

Ktoś, kto w dniu 23 lipca w siedzibie teatru TNT, miał przywilej oglądać

polską premierę spektaklu „Niewierni” T.A. Żaka został, jako widz i uczestnik,

poddany niejednej ciężkiej próbie. Nie tylko z powodu realizowanej

konsekwentnie przez reżysera spektaklu koncepcji”teatru ubogiego”

nieżyjącego już mistrza Grotowskiego oraz zamiłowania autora tego

artystycznego projektu do klaustrofobicznych przestrzeni. Ogołocenie „teatru”

ze zbędnych rekwizytów, z bogatej scenografii, ze wszelkich nowinek

technicznych, nikogo już nie dziwi. Niemniej, wchodząc do TNT… mamy –

decyzją Wielkiego Demiurga – znaleźć się nie tyle u „źródeł teatru”, co

raczej w pierwszym dniu stworzenia. Wchodzimy do pierwotnej ciemności,

nad którą unosi się jedynie duch Kreatora spektaklu. W tym idealnie ciemnym

pudle oczekujemy już tylko na „fiat” reżysera. (…) Trzeba przyznać, że pomysł,

by połączyć postać „św. infanta” z osobą, którą można by porównać do

dantejskiego cicerone, oprowadzającego widzów po postchrześcijańskiej

Europie z wizji Oriany Fallaci, jest z pewnością oryginalny i godny zauważenia.

Zwłaszcza, że koresponduje z Duchem Fernanda, który w ciemnościach

zesłanych przez Boga – ten epizod pojawia się w spektaklu: „z duchów ciżbą

liczną i tą pochodnią gromniczną, u gwiazd zapaloną wschodnich”, prowadzi

swego brata Alfonsa do zwycięstwa. Może być więc jak najbardziej

przewodnikiem dla zagubionych w ciemnościach chrześcijan. Potencjał

pomysłu nie został jednak do końca wykorzystany, tak by zaszokować

widzów dantejskim piekłem postmodernistycznych wartości w drodze do Eurabii.

Takie jest moje odczucie. Gdyby przepowiednia się wypełniła, Europa mogłaby

tak wyglądać, jak to przedstawia przewodnik, choć końskie odchody w

kościołach ludzkość już oglądała nie jeden raz przy okazji czerwonych

rewolucji, we Francji, Rosji, Hiszpanii, Meksyku… Deptanie wartości

chrześcijańskich, oglądamy, na co dzień, choćby w mediach. (…) I tu,

w zderzeniu fanatyzmów, należałoby zadać sobie pytanie – czy sztuka

performance, w naszym przypadku (tzw. „teatr mieszanych środków

wyrazu”) nadaje się do obrony tradycyjnych, konserwatywnych wartości?

Wszak performance zrodził się przeciwko wszelkiej konwencji, przeciwko

właśnie tradycji, której TNT chce bronić. Również w TNT performer, ciało

aktora jest zarówno podmiotem, jak i przedmiotem, jest medium. Dlatego

TNT sposobem traktowania aktora i widza, przy takich założeniach

ideologicznych, staje się alternatywny – tak mi się wydaje – do kwadratu.

Jest teatrem z podwójnym off. Chce na fundamencie lewicowej sztuki,

z konserwatywnych mitów (Calderon przyjął niezgodną z historia legendę

o św. infancie) bronić, czy nawet zbudować bastion kultury katolickiej. (…)

I trzeba z uznaniem przyznać, że Szymon Seremet doczekał się swojej

roli. Don Fernand, czyli Książę Niezłomny, wyzwolił go. Pozbawił go oporów.

Aktor właściwie nie usiłował już grać, być aktorem, myśleć o środkach

technicznych, o rezonatorach głosu itd. Był Don Fernandem. Widać

ogromną pracę, ale i efekty są znaczące. Panie – Karolina Kozioł, Joanna

Myszka i Agnieszka Wąs wypadły na jego tle blado, choć nie wiem,

czy koncepcja samego spektaklu, a konkretnie obsada ról, nie zaciążyła

znacząco na końcowym efekcie. (…) Właściwie gra się w tym spektaklu

trzema kolorami. Kolor tła – czarny, jak wiemy z optyki nie odbija żadnej

barwy, wchłania wszystkie. Kolor biały, który jest symbolem doskonałości,

duchowości, życia wiecznego, odkupienia i śmierci. Wiemy, że zawiera w

sobie wszystkie kolory. Najdłuższe dostrzegane przez człowieka fale

elekromagnetyczne, to fale o barwie czerwonej. Wspominam o tym w związku

z pewną zasadą, o której się często zapomina; że ekspresja, czyli wyraz, powinna

się przekładać na impresję, czyli wrażenie. W spektaklach TNT zasada ta

budowana jest prostymi środkami, ale skutecznie. Czerwony kostium Don

Fernanda powinien działać na widza jak muleta matadora, jako wyzwanie

i prowokacja. A przede wszystkim to kolor męczenników i kolor chroniący

przed demonami. Oczywiście symbolika czerwieni jest bardziej rozbudowana.

Odcienie szarości i niebieskiego są mniej istotne. Błędem byłoby niedocenienie tej strony spektaklu. (…)

(Jan K. Maniak)