Recenzje

„Teatr Nie Teraz przedstawia”
(Gazeta Ostrowiecka nr 13, 26 marca 2001)

Wydawać by się mogło, że szkolnej sali gimnastycznej nie da się przekształcić we wnętrze teatralne. Teatr bowiem, to owo coś, magnes przyciągający uwagę widza, bo ja wiem, magiczną więź pomiędzy aktorami i publicznością. „Teatr Nie Teraz” to teatr inny, działający na zasadzie twarzą w twarz, bez dystansu aktorzy – gapie, bez sceny, bez rozbudowanej scenografii, z bardzo ubogimi rekwizytami. Oto skrzypce łkające poloneza „Pożegnanie Ojczyzny”, oto stara, zniszczona waliza, jakaś opaska czerwonokrzyska i to wszystko. Aktorzy też używają oszczędnych form wyrazu. Po prostu budują dramaturgię spektaklu recytując i śpiewając swe kwestie. Czasami tylko ekspresja roli wybucha ponad miarę. Zresztą celowo. To taki interpretacyjny wykrzyknik. Oglądam trudny spektakl „Na etapie”. Dla szeregu pokoleń Polaków maltretowanych przez historię „etap” kojarzy się źle. To miejsce gdzie kibitki z zesłańcami musiały stanąć, aby konie wypoczęły przed następnym odcinkiem drogi na Sybir. I reżyser spektaklu chce nam pokazać o czym ci katorżnicy rozmawiali, myśleli, co taktowali jako świętość. Tomasz Antoni Żak odwołuje się do wyobraźni widza, do jego znajomości wydarzeń historycznych, a może raczej prowokuje pytanie czy rzeczywiście znamy historie i potrafimy wyciągnąć płynące z niej nauki? Dotyka najbardziej bolesnego i nabrzmiałego wrzodu – naszych narodowych dziejów politycznych. Ale nie czyni tego namolnie. Watki polityczne są zakamuflowane gdzieś w drugim, trzecim planie. Ta inność rozmowy o historii polega nie na abstrakcyjnym pustosłowiu, a pokazaniu losów konkretnej rodziny. Hen na kresach Rzeczypospolitej w leśniczówce Narewka mieszkała rodzina leśniczego Siedzika. Ojciec rodziny zginął w Workucie, matkę Niemcy zamordowali w obozie koncentracyjnym, a ich córka Danusia z walizką w ręku idzie w nieznane i rozpacza za polską. Podążajmy za nią. Po drodze dowiemy się gorzkiej prawdy, że nasz kraj został przez zachodnich aliantów sprzedany, że z rąk jednego okupanta przeszedł w łapy drugiego, że „swoi” służalcy będą go zniewalać i zakłamywać przez następne pół wieku. Nic dziwnego, że Danusia, sanitariuszka Inka pozostała wierna przysiędze złożonej Ojczyźnie i pierwszy rok rządów „ludowych” spędziła w partyzanckim oddziale majora „Łupaszki”. Schwytana przez bezpiekę nie wydała swoich współtowarzyszy walki. Zginęła skrytobójczo w gmachu UB w Gdańsku w roku 1946. Miała wtedy 17 lat. (…)

(Antoni Kazimierz Żak)

„Teatr dla Tradycji w Gdańsku”

 

 

(Słowo Pomorskie, maj 2006)

(…) Teatr, w sposób tylko sobie wiadomy, zabiera nas w podróż do przeszłości. Widzimy los Polskich Kresów spleciony z losem młodej dziewczyny, której matkę zabili Niemcy, a ojca wywieźli na Sybir Sowieci. Mamy przedstawiony wybór ideowy, który dokonuje się w jej sercu, z kulminacją w przysiędze na krzyż Chrystusa. A później, w prostej, a jednocześnie porażającej brutalnością scenie, bosa w swej niewinności Danusia, otoczona przez śledczych ubeków, zdaje się być personifikacją Ojczyzny szarpanej przez wrogów. I na koniec, przed śmiercią, jej śpiewana na klęczkach Litania Loretańska przeplata się z szatańskim podszeptem o „dostosowaniu się” żyjących do zakłamanej współczesności. Publiczność z przejęciem przyjęła spektakl, nagradzając długimi brawami aktorów. (…)

(Piotr Błaszkowski)

„Mrożek i inni”

 

 

(Linia Otwocka nr 26/426, 30 czerwca 2006)

Zespoły teatralne z całej Polski rywalizowały o zwycięstwo w IX Ogólnopolskim Przeglądzie Teatrów Szkół Katolickich w Józefowie. (…) Nie sposób nie wspomnieć o świetnym spektaklu „Na etapie” Teatru Nie Teraz z Tarnowa, który został pokazany poza konkursem, podczas finału przeglądu. Na kilku metrach kwadratowych sceny, dzielonej z publicznością ściśniętą na kilku ławkach i na podłodze, przy szczątkowej scenografii, czwórka aktorów przedstawiła tragiczną, autentyczną historię młodej dziewczyny z Kresów Wschodnich, której matkę zabiło Gestapo, a ojciec zginął zesłany przez Sowietów na Sybir, a ona sama, nie chcą zdradzić współtowarzyszy oddała życie w kaźni bezpieki, zabita w 1946 roku przez polskiego komunistę strzałem w tył głowy. Jej dramatyczne losy mogące być symbolem Polski rozdartej i niszczonej nie tylko przez zewnętrznych agresorów, ale przez własnych obywateli pokazano bardzo skrótowo, operując symbolami i minimalnymi środkami wyrazu oraz niezwykłymi XIX-wiecznymi pieśniami patriotycznymi. Choć ten opis może o tym nie przekonuje, tarnowski teatr potrafił opowiedzieć o martyrologii – nie lubianej i często spychanej na boczny tor – bez patosu, prosto i w czystej formie, ale bardzo hipnotyzująco i pięknie. Duże brawa!

(Przemek Skoczek)