Recenzje

(…) “Ballada o Wołyniu”, prócz roli stricte artystycznej, wypełnia także ważną misję społeczną, edukacyjną, historyczną i moralną.

(…) Przedstawienie choć tematycznie jest wielkie i głębokie jak tragedia antyczna, formalnie ma charakter kameralny. Reżyser opowiada tę dramatyczną, prawdziwą historię ustami trzech kobiet: dwóch Polek i jednej Ukrainki. Teraz, już jako dorosłe kobiety, dają świadectwo, czego doświadczyły, co widziały, gdy były dziećmi.(…)

Tomasz Antoni Żak znalazł znakomite i adekwatne do tematu rozwiązanie formalne spektaklu. Ascetyczna scena, bez specjalnych dekoracji. Nie ma tu żadnych inscenizacyjnych fajerwerków, nic nie odrywa uwagi widza od tego, co najważniejsze, czyli od przekazu. Ta ascetyczność sceny tonącej w półmroku, jej plastyczny obraz tworzy klimat pięknie harmonizujący z tematyką przedstawienia. Skromnego i wielkiego zarazem.

Wspaniale, wyraziście, w pełni wiarygodnie poprowadzone role przez trzy aktorki. Wszystkie świadomie używają środków wyrazu czy to poprzez gest, czy mimikę, czy pauzowanie. Świetne role. To w dużej mierze zasługa Tomasza Antoniego Żaka. Widać tu w pełni perfekcyjną pracę reżysera z aktorem.

Temida Stankiewicz-Podhorecka, Ludobójstwo na Polakach wciąż bez karyNasz Dziennik,  31 maja 2011, Nr 125 (4056)

 

„Ballada o Wołyniu” to nie tylko zapis faktów, ale też pełna symboliki opowieść o krwi, bez której nie istnieje racjonalny przekaz. Pierwsza część spektaklu, to właśnie opowieści o śmierci, przepełnione opisami zbrodni, cierpienia i szaleństwie morderców.

(…) Druga część sztuki, to już pełna poetyki i głębokich metafor scena po masakrze, w której kobiety próbują zmyć z siebie wspomnienie krwi, a potem dokonują samobiczowania, jakby czuły się winne śmierci najbliższych, winne swojego ocalenia. (…) W końcowej scenie Tomasz Żak daje nam do zapamiętania jeden rekwizyt, którym jest symboliczny pień ofiarny i wbita w niego siekiera, która symbolizuje pamięć o wszystkich ofiarach.

Jerzy Reuter, Ludobójstwo według Żaka, Gazeta Krakowska, 1 lipca 2011

 

Nostalgiczne pełne przejmującego smutku i tęsknoty pieśni ubrane w określoną scenografię – skromną, ubogą wręcz, a przez to nadającą potęgi wymowie spektaklu w jakiś sposób, magiczny siłą swojego utajonego przekazu przenoszą widza w świat pełen niepojętego, niezrozumiałego obcego i wynaturzonego splotu wydarzeń, który zepchnął dwa narody żyjące do tej pory w zgodzie w otchłanie: z jednej strony straszliwej zbrodnia co za tym idzie ukrytego, drążącego poczucia winy, z drugiej; męki i zagłady. (…)

Refleksja – to jest główna idea owej sztuki, tak sądzę. Refleksja nad, przede wszystkim – naszym własnym losem, naszym sumieniem, naszą nijakością, naszym skłóceniem, niezrozumieniem i jego całkowitym czasami brakiem. Czy i jak można budować cokolwiek w ten sposób? Jak można budować solidnie na fundamentach z piasku i wody? Lub może już powoli całkowitym braku fundamentów.

Piotr Szelągowski, Ballada o zaginionym świecie, www.bezprzesady.pl, 24 maja 2011

 

(…) Zaskakuje już tylko przyjęta dla tego dramatu konstrukcja, przywołująca nawet na myśl telewizyjną „scenę faktu”, oparta głównie o przejmujące relacje – monologi trzech bohaterek i dochodzące spoza sceny komentarze przesłuchującego je po wojnie oficera.

(…) Reżyser zaufał swoim aktorkom i w ten sposób, dzieląc się dziełem, do którego jako potomek kresowej rodziny był predestynowany, moim zdaniem – wygrał.  (…) Sztuka jest czytelna i zrozumiała dla odbiorców. To dla mnie wielka ulga, bo nareszcie – za pomocą tego przedstawienia – można zmazywać na polskiej scenie hańbę dotychczasowej niepamięci o ofiarach wielkiego ludobójstwa.

Piotr Dziża, Pionierzy mają łatwiej?, www.inTARet.pl, 11 lipca 2011