Recenzja

Złodziej w ogródku Pana Boga

 

Mam takie przeświadczenie, że wszyscy artyści poruszają się w jakiejś

nadzwyczaj zagrożonej strefie – zonie naszpikowanej pułapkami, których

jedynym zadaniem jest zabijać, niszczyć a w najlepszym razie kaleczyć.

Ale kiedy stąd się wychodzi można już tylko kłamać. Kłamać, bo sztuka

jak czasami zwą tą zonę, jest tylko jedna – niezależna i pełna niepodległych

marzeń. Tutaj nie trzeba papierowej weryfikacji, tutaj trzeba wierzyć w Boga.

A Bóg to każde JA. Jasiu (czytaj Jan, dopowiadaj Rybowicz) wierzył w Boga,

wierzył w JA – swoje, siebiestanowiące ponad wszystko JA. Jasiu był sam.

Zawsze był sam i sam przeżywał kolejne poranki i zachody. Ale przecież

w ten sposób nie da się przeżyć wszystkich. W każdej rozmowie, zawsze

Jasiu gdzieś odlatywał. I to tak jakby nigdy nie miał powrócić. Jakby cały

sens bycia w sztuce, w tym ogródku Pana Boga, polegał na niekończącym

zrywaniu się do lotu. On miał rację. Niedobrze jest mieć rację. Racja

zasługuje na karę wśród ludzi. Karą bywają arcydzieła, bywa też śmierć.

Myślę, że warto mieć rację.

 

(Tomasz A. Żak)

 

 

„W sumie psychodeliczny mariaż dialogów” (Gazeta Krakowska 18.III 1991)

 

Zespół Teatr Nie Teraz – to 8 młodych ludzi bez miejsca stałego pobytu.

Ostatnio przygarnął ich Dom Kultury Zakładów Mechanicznych. Część z

nich gdzieś pracuje zawodowo, część żyje z zasiłków dla bezrobotnych.

Teatr- to dla nich bardziej sposób na życie, aniżeli na przeżycie. Łączy

ich wiele z Rybowiczem – nie tylko „Odlot”Łączy ich poczucie wyobcowania

i braku zrozumienia. Niedoceniania. Potykanie się ludzką niechęć lub

wręcz nienawiść. Mogliby wjechać w poszukiwaniu szczęścia, zrozumienia,

być może pieniędzy. Lecz tak jak ON, wciąż są tutaj, w Tarnowie. Tutaj i teraz

chcą czuć się u siebie. Dlatego, tak jak ON, nie wyjeżdżają. Mimo wszystko.

Lecz skończyć tak jak ON też nie chcą. Bo Rybowicz był jeden i „Teatr Nie Teraz”;

w Tarnowie też jest jeden.

 

(Janusz M. Szlechta)