Recenzja

„Bo tak tu jest, w tej naszej Europie.”

Jakże łatwo dzisiaj smakować zło, Człowiek to brzmi tak marketingowo…

Krwią handlują medialni alfonsi i wciąż jest im mało. Ale nie trupów

potrzeba rządom i politykom. Im potrzeba głosów, więc nie elektorat się zabija,

tylko Boga w ludziach.

„…tylko siłą można zmienić ten świat”

Spektakl „Europolis” z pełną świadomością sięga do dwóch konwencji.

Jedna odwołuje się do spektaklu Teatru Nie Teraz „Europa po deszczu”,

który powstał w połowie lat 80-tych i był artystyczną metaforą, obrazującą

bezsilną nienawiść polskiego społeczeństwa do rodzimych sług Wielkiego Brata.

Tworzywem tamtej opowieści była m.in. wcześniejsza o dziesięć lat

publicystyka Urliki Meinhof, głównego ideologa niemieckiej grupy

terrorystycznej „Rote Arme Fraktion”.

„Umówiliśmy się, że komuś zapłacą”

Druga konwencja inspirująca „Europolis”, to „zabawa” w podglądanie

wytresowanych istot człekokształtnych – współczesnych

potomków człowieka. Metodologia owego „opium dla ludu”, czyli np.

programu „Big Brother”, opiera się na prymitywnym freudyzmie i perfekcyjnej

socjotechnice. Realizowana w tego typu programach – z ducha orwellowska

zmiana wartości przez odebranie sensu słowom, a w konsekwencji

uczuciom wyższym, znalazła podatny grunt w rzeczywistości, w której

decyduje większość, czyli masa. „Wyobraź sobie…” „Europolis” to autorski

spektakl Teatru Nie Teraz, do którego prowadzą tylko jedne drzwi. Aby

zobaczyć co jest po drugiej stronie, trzeba umieć czytać, rozróżniać kształty,

słyszeć muzykę. To coraz rzadsze umiejętności, ale też nie ma wątpliwości

co do tego, że porozmawiać można tylko z człowiekiem, a nie z masą.

„Zabić człowieka…” (18 III 2002 Gazeta Krakowska)

Czego potrzeba, żeby zabić? To pytanie raz postawione przez bohaterów

„Europolis” powraca i odbija się w całym spektaklu. Zabić wstyd, zabić

człowieczeństwo, zabić Europę, zabić człowieka, a potem Boga. Spektakl

Teatru Nie Teraz zatytułowany „Europolis” miał swoją premierę

15 marca 2002 roku. Wyreżyserowany przez Tomasza Żaka, współtworzony

przez aktorów, jest zupełnie nowatorską formą na tarnowskiej scenie.

Przyzwyczajony do tradycyjnego odbioru widz, staje wobec nowego fenomenu.

Bierze on udział w tym, co rozgrywa się na scenie, daleko wysuniętej

w głąb widowni. W proponowaną mu współczesną rzeczywistość wchodzi

niejako poprzez drzwi, jedyny stały rekwizyt. Towarzyszy mu niejasne

światło i dźwięki gitary basowej. Oszczędność środków wyrazu, sprawia,

że to, co dzieje się na scenie urasta do rangi symbolu, niedopowiedziane

staje się jednocześnie wyraziste. Tekst autorstwa reżysera, oparty na

konwencji „umówiliśmy się” stwarza świat kontrastów, rozmytych

schematów i ostrych wyborów. Tomasz Żak twierdzi, że „Europolis”

to studium czasu. Demaskacja współczesnej kultury masowej,

posługująca się symboliką religijną. Przenosi publiczność do bigbrotherowskiego

domu, który zamieszkują modni konsumenci z „wypraną” przez speców

od marketingu świadomością” i fizycznie nieobecni, choć stwarzający

realne niebezpieczeństwo nominowani, a w „Europolis” nominacja to śmierć.