Recenzja

Europa. Francja. Rosja. Węgry. Niemcy. Tomek. Piotrek. Ja. Deszcz. Światło

reflektorów u drzwi. Słońce odbijające się w stalowej konstrukcji wieży Eiffla,

deszcz spływający po plecach kloszarda, zmoczone struny gitary. Deszcz i

tęcza. Tęcza nad Europą, nad wilgotną i parującą Europą po deszczu.

Londyńskie mgły i czerwone autobusy. Miłość: na scenie, na ulicy.

Miłość erotyczna, miłość bliźniego. A zarazem zobojętnienie ograniczające

jednego po drugim. Zbrodnia. Tysiące trupów patrzących niewidzącymi

oczami, po każdym z nas, po mordercach. Umarli wędrują samotnie,

szarzy jak opadłe liście tańczące nad kałużami zmokłej Europy. Zrób coś:

zapłacz, zagraj zaśpiewaj, zabij! Zabij w sobie, zabij w nich. Zabijmy siebie

nawzajem. Patrz – już przestało padać. Tylko kałuże krwi.

 

(Renata Rybak)

 

 

Europa zgaszonych świateł. Człowiek jako podmiot. Człowiek walczący o swoją

podmiotowość w epoce technizacji i uniformizacji, biurokracji i dehumanizacji.

Potęga rzeczy i jednego tylko wymiaru egzystencji ludzkiej. Stworzyliśmy pojęcie

zła mniejszego i większego, zapominając o jego istocie. Ba, w swojej

przebiegłości usprawiedliwiamy zło dobrem wyższych racji. Czy zdążysz zapytać

jakie racje usprawiedliwiają zadawaną śmierć, kiedy wybiorą ciebie na ofiarę?

Albo – kiedy grać będziesz w teatrze życia rolę kata? „Czego trzeba by zabić?”

Czego trzeba, by zabijając mieć poczucie dobrze spełnionego obowiązku wobec

Boga, wobec historii, wobec samego siebie? Wiary, miłości i nadziei. W tych

trzech wielkich cnotach myśl skrajna znajduje porażkę i logiczne usprawiedliwianie

swoich projektów i swej praktyki…

 

(Joanna Nagay)