Podsumowanie na papierze i w myślach. Cz. 1

Data: 18 grudnia 2014

Podsumowanie roku, jak się może zdawać, nie jest rzeczą trudną. Robi to niemal każdy, z różnych pobudek. I tak oto, zwłaszcza w grudniu, możemy natknąć się na wszelkiej maści zestawienia, porównania, które pojawiają się jak grzyby po zimowym deszczu w audycjach radiowych,gazetach, na portalach. Podsumowujemy po to, by się pochwalić, by zobaczyć przebieg zachodzących zmian, żeby z przytupem zakończyć rok i otworzyć nowy rozdział działalności.

Mało kto jednak zwraca uwagę na to, że podsumowania niosą ze sobą pewne niebezpieczeństwo. Te najszlachetniejsze pisane są, by utrwalić to, co istotne, by wyłuskać z pamięci i raz jeszcze zachwycić się chwilami, które tworzą naszą wewnętrzną mapę emocji i wspomnień. W całym tym szaleństwie łatwo niestety pominąć czyjąś opowieść, uścisk rąk, spotkanie, które pozornie było ot takim, towarzyskim jedynie, odbytym gdzieś na schodach, w biegu, półświadomie. Dopiero po czasie okazuje się, że ważne, bo nie utrwaliliśmy go na papierze, lecz w sercu.

Przed nami próba opowieści o tym, co wydarzyło się w 2014 roku w Teatrze Nie Teraz.

Z Melpomeną na serio. Styczniowe rozmowy o teatrze

W związku z burzliwą dyskusją, jaka przetoczyła się przez kraj, po protestach w krakowskim Teatrze Starym, w związku z prezentacją sztuki ,,Do Damaszku” w reżyserii Jana Klaty, konieczne było, by głos w sprawie kondycji teatru zabrali ci, którzy nim oddychają.

W ramach Krakowskiego Klubu Polonia Christiana o kształcie, jaki przybiera na naszych oczach polski teatr, rozmawiali Elżbieta Morawiec, Stanisław Markowski oraz Tomasz Żak. Zastanawiano się nad wpływem cywilizacji śmierci na sztukę i na scenę, nad propagandą poprzez formę, bardzo konkretną, obrazoburczą, gorszącą. Ważnym punktem w dyskusji była kwestia ataku na elity, jako odbiorców teatru, mających przecież tak duży wpływ na kształt Polski.

Wśród wszystkich tych rozmów najistotniejszą jednak kwestią była ,,narodowość”polskiego teatru. Bo przecież zwrot ku ojczyźnie, religii,wartościom etycznym i moralnym jest nam, żyjącym w czasach wolności, rozumianej tak szeroko, jak nigdy wcześniej, tak bardzo potrzebny. Okazuje się bowiem, że ta sama wolność, pojmowana przez niektórych twórców teatru, prowadzi nas ku obrzydliwości oblepiającej umysły i serce.

Pełny zapis rozmowy odnajdziecie Państwo na naszym profilu na Facebooku.

O Kresach i Janku marzycielu w lutym

Rok rozpoczęliśmy intensywnie, toteż już w lutym w życie wszedł projekt, w ramach którego przygotowywaliśmy dla tarnowskiej młodzieży cykl warsztatów. Spotykaliśmy się wieczorami, przedzierając się przez zaspy (dosłownie) i zawiłości warsztatu aktora. Na uczestników czekała niespodzianka. Poznali oto romantyczną historię Janka z Odporyszowa. Lokalny da Vinci, którego marzeniem było wzbijać się w powietrze, stał się tematem rozmów i dyskusji. Okazało się,że młodzież niewiele wie o tych, którzy żyją za przysłowiową miedzą a są świadectwem tego, że wielka historia nie dzieje się jedynie w wielkich miastach. Widowisko ,,Samolot”, które było wynikiem kilkutygodniowych spotkań, zostało zaprezentowane w marcu,w Zespole Szkół Ogólnokształcących i Technicznych im. Jana Szczepanika w Tarnowie.

Także w lutym w zacisznej, pachnącej książkami przestrzeni Miejskiej Biblioteki Publicznej w Tarnowie, odbyło się spotkanie Tomasza Żaka z czytelnikami jego książki. Piszę czytelnikami, ale przecież na ową wieczornicę przybyli nie tylko ci, którzy dali się uwieść wspomnieniom z podróży po świecie, który bliski powinien być wrażliwemu i inteligentnemu człowiekowi. Na drewnianych krzesłach w zimne, tarnowskie popołudnie zasiadły także osoby, dla których opowieść o Kresach, które kresami przecież nigdy nie były,nigdy… do 1945 roku. ,,Dom za żelazną kurtyną. Listy do Pani S.”już kilka miesięcy po swojej premierze zyskał uznanie krytyków,recenzje książki napisał między innymi prof. Kazimierz Braun,człowiek teatru, rodzinnie związanego z Tarnowem. Takie przyjęcie książki Tomasza Żaka percypowało niejako to, co zdarzyło się późna jesienią, ale o tym później…

Z marcowego dziennika

W związku z tym, że w marcu życie TNT zostało zdecydowanie zdominowane przez pokazy spektaklu o Armii Wyklętej, postanowiłam przyjąć nieco inną formułę ,,wspomnieniowania”. Zobaczcie sami:

1 marca (Milicz)– dziwna, nieprzyjazna dla spektaklu przestrzeń, równie zaskakujący czerwony hotelowy pokoik, atmosferę uratowała wspólna rozmowa i obejrzana nocą ,,Siekierezada”.
2 marca (Wołów) –zimno, spektakl odbył się w Kościele, niesamowita widownia, wśród której ,,zasiedli” sami Żołnierze Wyklęci.
3 marca (Kobierzyce) – wzruszeni organizatorzy i uważna młodzież. Ciekawe okazało się spotkanie z panem, który przyjmował nas na nocleg. Imienia nie pamiętam.
3 marca (Głubczyce)– szaleńcza podróż zakończona ucztą dla zmysłów. Ukłony dla tych organizatorów, którzy pozostali w cieniu. Ci byli najważniejsi.
7 marca (Gromnik) –w przededniu Dnia Kobiet obdarowano nas kwiatami. Spektakl dla młodzieży, wyjątkowo wrażliwej.
26 marca (Rzeszów)-spektakl odwoływany i potwierdzany. Jego los do ostatniej chwili był niepewny. Pełen sukces w tak symbolicznym miejscu.

 

W marcu pokazaliśmy także ,,Balladę o Wołyniu” w Lubaczowie. Na rubieżach Rzeczpospolitej. Było to wydarzenie inspirujące,ujawniło, że historia Polski i Ukrainy jeszcze nie osiągnęła swego kresu.

Agnieszka Rodzik