Po premierze… „Nie odchodź mnie” (recenzja)

Data: 7 października 2019

Beztroskie dzieciństwo, tragedia zesłania na Sybir i tzw. repatriacja zza Uralu do Ojczyzny, w której nikt nie czeka. Tragedia setek tysięcy Polaków zesłanych w czasie II wojny światowej na wschód, od stepów środkowej Azji po Bajkał i Pacyfik, to temat, z którym do dzisiaj niewielu artystów potrafi i chce się zmierzyć. Tym większe uznanie dla „Teatru Nie Teraz” za artystyczne podjęcie problemu, o którym nie wolno było mówić w okresie PRL i którego unika się także dzisiaj, już po upadku komunizmu.

 

– Polska Ludowa nie była dobrym czasem do dojrzewania w tematyce kresowej. Moja mama nie chciała rozmawiać o doświadczeniach z czasów II wojny światowej, więcej dowiedziałem się od babci. Nasza rodzina pochodziła z okolic Włodzimierza Wołyńskiego. Przeżyła ludobójstwo na Wołyniu, a więc tragedię o jakiej trudno mówić i jaką trudno sobie wyobrazić. Wołyń i Sybir ciążą w świadomości tych, którzy przeżyli tę okropną wojnę. Uważam, że dzisiaj powinniśmy podejmować próby pokazania tego bolesnego fragmentu naszej historii, z szacunku do tych, którzy zginęli i z obowiązku wobec tych, którzy żyją do dzisiaj – mówi Tomasz Antoni Żak, dyrektor „Teatru Nie Teraz”.

 

„Nie odchodź mnie” to spektakl wyjątkowy, tryptyk kresowy, rysujący widzowi trzy obrazy – etapy życia polskich Kresowiaków w XX wieku. Część pierwsza, „Arkadia”, to dziecięce wspomnienie o radosnym i beztroskim życiu w Nieświeżu, przerwane atakiem Sowietów na wschodnie tereny II Rzeczpospolitej. W drugiej części, zatytułowanej „Sybir”, widz wciela się w rolę zesłańca wywiezionego z Ojczyzny do azjatyckich regionów Związku Sowieckiego, gdzie spotyka się z bezwzględnością aparatu władzy komunistycznej i dobrym sercem zwykłych ludzi, miejscowej ludności, której przybyli nowi sąsiedzi – znad Bugu, Niemna, Prypeci, Prutu i Dniestru. W mroźnej Syberii jedyną otuchą było ludzkie ciepło i dobroć prostych obywateli państwa sowieckiego, dzielących biedę z polskimi zesłańcami.

 

I w końcu ostatnia część tryptyku kresowego – „Powrót do nieswojego domu”. Tytuł wymowny i boleśnie trafiony. Dla zesłańców na stepy Kazachstanu, Uzbekistanu i na Syberię nie było bowiem powrotu do rodzinnych domów. Pozostały im tylko wspomnienia Nieświeża i tysięcy podobnych miejscowości, które w pojałtańskim „porządku świata” przestały być Polską. A zesłańcy… Ci zostali skazani na życie z dala od miejsc urodzenia, pozostawienie swojej przeszłości w kraju, który przestał być ich Ojczyzną w wyniku politycznych układów pod dyktando Stalina. „Powrót do nieswojego domu” to także zderzenie z powojenną polską rzeczywistością. To początkowa nieufność rodaków wobec przybyszów z Związku Sowieckiego, w końcu przezwyciężona i przemieniona w pełną akceptację, ale – podobnie jak za Uralem – tylko przez zwykłych ludzi: sąsiadów, koleżanki i kolegów w szkole.

 

Cierpienia, głód, śmierć najbliższych, wyrwanie z rodzinnej ziemi i pozbawienie majątków do dzisiaj nie doczekały się rozliczenia i rekompensaty w jedynym możliwym dzisiaj wymiarze – materialnym. Na odrobienie tej zaległości przez władze PRL nie można było liczyć. Dziwić może, że nie stało się tak również w wolnej Rzeczpospolitej, odsuwającej problem Kresowiaków i Sybiraków poza swój obszar zainteresowania. Tę lekcję będzie coraz trudniej odrobić, bo co roku odchodzą od nas świadkowie czasów II wojny światowej, Kresowiacy, zesłańcy, ludzie doświadczeni tragicznymi wydarzeniami. Tym większe uznanie należy się zespołowi „Teatru Nie Teraz”, kierowanemu przez Tomasza Antoniego Żaka, za przypomnienie niełatwych zagadnień.

 

– Aktorzy tego przedstawienia to wychowankowie i adepci naszego teatru, to młodzi ludzie, nie mający żadnych powiązań rodzinnych z zesłańcami na Sybir ani z Kresowiakami. Podjęcie przez nich zagadnienia niezwykle delikatnego, a zarazem ważnego w historii Polski, to próba budowy łańcucha pokoleń, ludzi dbających o ciągłość historyczną i prawdę o losach naszego narodu. Inspiracja artystyczna i warstwa treściowa sztuki „Nie odchodź mnie” to zasługa twórczości urodzonej na zesłaniu w Kazachstanie poetki Stanisławy Wiatr – Partyka. Jej wiersze i długie rozmowy z Panią Stanisławą pozwoliły mi dojrzeć do tematyki kresowej i poznania dziedzictwa tych terenów, które przecież są wszechobecne w polskim krwiobiegu kulturowym – w sztuce, literaturze, dorobku naukowym. Istotnym dla dzisiejszej premiery jest i to, że właśnie tym spektaklem inaugurujemy działalność Ośrodka Praktyk Artystycznych w Domu Ludowym w Maszkienicach, ufundowanym przed wojną przez urodzonego w tej wsi prof. Franciszka Bujaka, a otoczonym opieką przez innego syna tej ziemi, pana Jana Kitę. To również przykład polskiego łańcucha pokoleń – mówi Tomasz Antoni Żak, reżyser i autor scenariusza oraz scenografii spektaklu „Nie odchodź mnie”.

 

Sam tytuł spektaklu odczytać można jako apel do widza: nie zostawiaj przeszłości swojej rodziny i narodu, pamiętaj o tym, co budowało polską tożsamość i historię, wyciągnij wnioski z przeszłości i nie zostawiaj tego, co jest twoją cząstką. Przekaz, jaki płynie z sztuki ekspresyjnie podanej przez młodych, ale doskonale przygotowanych aktorów, powinni zobaczyć widzowie w całej Polsce. To może być jedna z odrobionych przez nas lekcji, zaległa, ale konieczna do zaliczenia egzaminu dojrzałości.

 

Jan Bereza

____________________________________________________

Tekst Pana Jana Berezy opublikowano 07-10-2019 na łamach portalu PCH24.pl

http://www.pch24.pl/kresowy-tryptyk–czyli-lekcja-obowiazkowa–premiera-spektaklu-nie-odchodz-mnie–foto-,71299,i.html#ixzz61hE4JIQz