Mozaiki z twarzy i miejsc. Euroregion czy pogranicze? Rozważania turystyczne

Data: 2 października 2014

Zgorzelec dzieli od Tarnowa 500 km, czyli ponad sześć godzin jazdy naszym teatralnym busem. Jest to wystarczający czas na to, by zaobserwować zmiany w przestrzeni, którą mijamy. Te godziny to także chwila na rozmowy o zmiennej dynamice. Żywiołowe, gdy zaczynamy jazdę i bardziej leniwe, gdy jesteśmy już niemal u celu. Podroż to czas na wymianę myśli, przepisów kulinarnych, doświadczeń z kilku ostatnich tygodni, oburzeń i zachwytów, które nami targają. Każdy też wie, że kolejny wyjazd przynosi ze sobą nowe doświadczenia i preteksty do ognistych dyskusji, który z racji różnych charakterów i temperamentów ekipy TNT, nie brak.

Nie było jeszcze podróży, podczas której nie spotkaliśmy na swojej drodze życzliwej duszy, która nie tylko pokaże miasteczko i jego uroki, opowie nieco więcej o lokalnych nastrojach ale postawi też trudne pytania i udzieli ważnych odpowiedzi. Nie jest również tak, że przyjeżdżamy, inkasujemy należność za spektakl, zbieramy brawa i… już nas nie ma. Wszystko zaczyna się dużo wcześniej i kończy znacznie później, nocą,gdy kładąc się spać, mam jeszcze pod powiekami ostatnie wspomnienia mijającego dnia.

Zgorzelec okazał się zaskakującym miejscem. Nie tylko przestrzeń miejska lecz i emocjonalna podzielona jest w nim, mam wrażenie, na pół. Dzielnica, w której mieszkaliśmy była raczej smutna, pozbawiona uroku galicyjskich zakątków, do których jestem przyzwyczajona. Wieczorami pusto, samotnie przechadzający się mieszkańcy spieszylisię raczej do domów niż delektowali wrześniowymi, ciepłymi jeszcze wieczorami. W ciągu dnia rzucała się w oczy mnogość wielobranżowych sklepików, w których zbłąkani turyści moglikupić wszystko, od owoców i warzyw przez kosmetyki po artykuły budowlane. Inaczej było w dzielnicach reprezentacyjnych, w centrum i przy granicy z niemieckim miasteczkiem Gorlitz. W tej przestrzeni pogranicza dostrzec można wszystkie bolączki polskiej polityki kulturalnej i współpracy zagranicznej. Wszelkie pęknięcia stają się doskonale widoczne…

jerzmanki

Tereny na styku trzech państw: Polski, Niemiec i Czech nazywane są szumnie „euroregionem”, czyli obszarem, na którym działania podporządkowane są idei poprawy standardu życia obywateli, rozwojowi gospodarczemu, budowie przejść granicznych, ochronie tamtejszej przyrody. Brzmi to pięknie i napawać powinno dumą. Rzeczywistość okazuje się jak zawsze nieco trudniejsza. Wtłoczenie świata w sztywne ramy ,,europolityki” nie jest przecież proste w realizacji, bo pogranicze rządzi się własnymi prawami. Wieczorny spacer i prowadzone na nim rozmowy skłoniły nas do bliższego zapoznania się ze sprawą. W przestrzeni ,,euroregionu”, wśród społeczeństwa dominuje potrzeba komfortu. Wybiera się tę stronę granicy, która po przekalkulowaniu zysków i strat pozwoli na wygodne i pozbawione nadmiernych stresów życie. Mieszka się w jednym miasteczku, pracuje w drugim; do tego drugiego posyła się dzieci, na zakupy przyjeżdża się do tego pierwszego. Czy takie poplątanie codzienności nie skutkuje także pomieszaniem w innych sferach, chociażby w uczuciach względem Ojczyzny? Która więc ziemia karmi i nagradza, a która gani i odbiera spokój? Bez jasnych granic zapomina się przecież skąd się pochodzi i kim się jest…

Wrześniowy wyjazd do Zgorzelca był zdecydowanie słodko-gorzki. Teraz więc czas na słodycz…

Pani Janina, nasza dobrodziejka sprawiła, że spędziliśmy na Dolnym Śląsku kilka pysznych dni. Oto przywiozłam do domu dżemik dyniowy – będzie jak znalazł na zimowe poranki. Magdalena zdobyła obietnicę, że przepis na paprykowe pesto już wkrótce znajdzie się na jej skrzynce mailowej (czy mamy się spodziewać zaproszenia na pizze tudzież innewłoskie danie?). Ewa zasmakowała w regionalnych piwach dbając oto, byśmy wybierali najszlachetniejsze jego gatunki. Marcin, trochę niechętnie, ale z wrodzoną ciekawością podszedł do propozycji kosztowania nalewki orzechowej, zaś Tomasz wreszcie zdradził, że jesienią najbardziej smakują mu… ,,powyżej 60 %”.

Czas, gdy lato siękończy a na dworze robi się coraz chłodniej to chwila, gdy częściej podejmuje się trudne rozmowy o Polsce, przyszłości i tym, co było. Czasami, jak się okazuje, trzeba przejechać setki kilometrów, by móc, przy jednym stole zasiąść do tych nocnych dyskusji.

 

Agnieszka Rodzik