Mozaiki: Gdy się czuje żywot rzeczy…

Data: 27 czerwca 2014

W felietonie Andrzeja Poniedzielskiego, który pojawił się na łamach pisemka wypuszczanego na rynek przez jedną z firm drogeryjnych, można przeczytać, że aby wybrać się na prawdziwe wakacje należy przejść ze strefy WIEM do strefy CZUJĘ. Ta pierwsza, ściśle określa rytm naszego dnia codziennego. Nie ma nic złego w takim trybie życia, ale sięgając po słowa Poniedzielskiego łatwo zauważyć, że czas spętany jest wtedy ciasno strefą WIEM, czyli nazwami ulic, adresami, nazwiskami ludzi, z którymi trzeba się skontaktować, godzinami umówionych wizyt. W strefie CZUJĘ, to wszystko znika (przynajmniej powinno). Wtedy zostaje tylko czas mierzony obiadem, ulice i dróżki oceniane urokiem krajobrazu i, jak to pięknie napisał pan Andrzej, porę dnia poznać można wówczas jedynie poprzez zapach traw… Bo przecież sztuka dostrzegania tego, co się dzieje na świecie, a nie tylko wkoło człowieka (jakby to on był pępkiem świata), nie zaniknęła.

Podobnie jest z przeprowadzkami. Zmiana miejsca to nie tylko przenoszenie książek, rzeczy, ubrań, pamiątek i nie wiadomo komu potrzebnych bibelotów. Przeprowadzka to proces tworzenia się leków i marzeń. Te pierwsze wciskają się gdzieś pod skórę i nakazują zostać w starym, znanym przecież, i oswojonym miejscu. Te drugie, wyzwalają wyobraźnię, inspirują do budowania nowego, w opozycji lub nawiązaniu do świata, który przemija, ale nie znika przecież…

Czerwiec stał się, trochę zaskakująco dla wszystkich, miesiącem gwałtownych zwrotów. Zmieniamy siedzibę, Drodzy Widzowie, Przyjaciele i Entuzjaści TNT! Właściwie, to trudno mówić o zmianie miejsca, gdy od dawna byliśmy na lokacyjnej banicji w Tarnowie. Częściej graliśmy w Ciechanowie niż w mieście, w którym prawie wszyscy mieszkamy/mieszkaliśmy (sic!). Był to poważny problem, bo chociaż mięliśmy gdzie trzymać swoje ,,rzeczy” nie starczało miejsca byśmy mogli uważnie się im przyjrzeć i wykorzystać w pracy. I tak o to przeszłość TNT drzemała sobie cichutko na magazynie, pozawijana w szczelnie zamknięte woreczki, zamknięta w drewnianych szafach, poukładana na pólkach.

Na szczęście zdarzyła się przeprowadzka.

Dziwne było to spotkanie z przeszłością Teatru. Przecież każdy rekwizyt, bluzeczka, szminka, spinka, którą odnalazłam w kieszeniach starych ( z mojej perspektywy) marynarek, należała do któregoś z aktorów TNT. Kogoś, kogo zapewne nigdy nie poznam. Dzisiaj ja tworzę swoją pulę rekwizytów, kupuję rękawiczki, kapelusik do ,,Dnia gniewu”. I to wszystko zostanie tak, jak zostały po kimś sandały, dzienniki akwarystyczne, płyty z muzyką, notatki czy szaliki. Siedziałam między czerwonymi stojakami z ,,Liczby Aniołów” i pomyślałam sobie, że to dobrze, że wreszcie znajdzie się dla nich jakieś miejsce, że przestaną się tłoczyć na parapecie. Nie wiem, uda im się dostać na scenę, ale na pewno znajdą, w naszej nowej przestrzeni jakiś ciepły kąt, może obok starych walizek, które jeszcze niedawno stłoczone były na najwyższych półkach regałów, a na które nikt nie zwracał uwagi?

I tak przeglądałam te stroje i rekwizyty, które nijak nie chciały się poukładać, posegregować, zamknąć w pudełku z napisem ,,Spektakl taki i taki, zagrany wtedy i wtedy…”. Zachowywały się trochę jak niepokorne płótna, które opisał Schulz w ,,Sklepach cynamonowych”. Wydymały się na wietrze, ześlizgiwały z rąk, uciekały…

Jak to dobrze, że zdarzyła się ta przeprowadzka. Wszystko już pulsowało, rozsadzało szwy.

Teraz trzeba nam będzie wykorzystać tę energię, zagospodarować przeszłość, o której nie można zapomnieć, która nie da się, Proszę Państwa, upchnąć na półkę.

Jak to dobrze, że w Teatrze Nie Teraz to, co było, chadza pod rękę z przyszłością. Dużo silniejszą niż dotychczas…

Agnieszka Rodzik

01 02 03