List jesienny Teatru Nie Teraz

Data: 9 grudnia 2013

Szanowni Państwo, Drodzy Przyjaciele!

Wiele miesięcy minęło od mojego ostatniego listu ubranego w tę formułę komunikowania się z Wami. To milczenie, to nie efekt jakiegoś lenistwa czy zapomnienia. Wręcz odwrotnie: działo się bardzo dużo. Był to czas intensywnej pracy nad nowym spektaklem TNT i czas wyjątkowo częstego naszego teatralnego podróżowania po Polsce (i nie tylko Polsce – o czym za chwilę). Był to też czas niekończącej się „walki o życie” naszego zespołu.

Sformułowanie: „walka o życie”, to żadna kokieteria. Jak Państwo wiecie, od lat nie dysponujemy nawet salą do prób (nie mówiąc o scenie) i nasza praca warsztatowa odbywa się w różnych użyczanych nam miejscach, często poza miastem rodzimym dla teatru. Zresztą „nasze” miasto – Tarnów nie tylko nam nie pomaga, ale wręcz utrudnia działalność. Nie pomogło nawet, w zdawać by się mogło tak oczywistej sytuacji, jak tegoroczna premiera w TNT dramatu Romana Brandstaettera, wyjątkowego współczesnego twórcy, urodzonego właśnie w Tarnowie. A przeszkadzanie polega na tym, że pomimo podpisanej wcześniej z TNT umowy, Tarnów wymusił na nas rezygnację z możliwości korzystania z sali dla nas przeznaczonej w wyremontowanym miejskim teatrze. To właśnie Państwa aktywność i otwartość na nasze działania artystyczne, a w efekcie napływające do nas z Polski zaproszenia, utrzymują TNT przy życiu – w przenośni i dosłownie.

Najpierw napiszę o wywołanej już wyżej naszej nowej premierze. Niektórzy wręcz twierdzą, że ten spektakl, wraz z dwoma poprzedzającymi go przedstawieniami TNT, tworzą swoisty patriotyczny i duchowy tryptyk polski. Coś w tym jest. A móc opowiadać historię naszej Ojczyzny poprzez sztukę, to dzisiaj nie tylko wielkie wyzwanie, ale też obowiązek. Potrzeba emocji, jakie niesie ze sobą teatr, jest ogromna, czego doświadczamy od kilku lat, podróżując po Polsce ze spektaklami. Prawda o nas samych, o naszych dziejach, prawda, której tak brakuje, jest nie tylko nieobecna w tzw. kulturalnym mainstreamie, ale wręcz relegowana z bardzo wielu utrzymywanych za pieniądze podatników instytucji; w tym ze szkół. Trzeba więc robić swoje, po prostu.

Nowy spektakl TNT powstał jako wynik gniewu, a ten jest efektem terroru poprawności politycznej, która rujnuje prawdę historyczną. W konsekwencji mamy coraz częstsze upublicznianie haniebnych przesłań na temat „polskich obozów koncentracyjnych” oraz „wyssanego z mlekiem matki polskiego antysemityzmu”, podobno szczególnie uwarunkowanego chrześcijaństwem. To właśnie doprowadziło mnie do realizacji jednego z dramatów Romana Brandstaettera, o wyjątkowo w tym kontekście adekwatnym tytule: „Dzień gniewu”.

Praca nad tekstem urodzonego w Tarnowie Żyda, polskiego patrioty i katolika, znawcy Biblii, pisarza i człowieka teatru, zderzyła nas z wyjątkową wiedzą o czasach „drugiej Apokalipsy” i z wyjątkową tejże wiedzy dramaturgiczną metaforą. Uświadomiła nam również prawdę zapoznaną (pewnie dlatego, iż nie pasuje do programowej dzisiaj „radochy” ze wszystkiego), prawdę o tym, że ten, kto nie jest z Chrystusem, jest z szatanem. Można by to też spuentować znanym stwierdzeniem, że „wiara czyni cuda” i dodać – odwołując się właśnie do treści „Dnia gniewu”: wiara, ale w Chrystusa cierpiącego, ukrzyżowanego i zmartwychwstałego. A wszystko to jest zaplątane w niezwykle gorące relacje polsko – żydowsko – niemieckie.

Nasze wymuszone wygnanie zaprowadziło nas z nową premierą znów poza Tarnów, a konkretnie do nieodległego miasteczka – Dąbrowy Tarnowskiej. Spektaklowy „genius loci” odnaleźliśmy tym razem w byłej synagodze, wyremontowanej pięknie i oddanej do użytku ledwie rok temu, jako filia lokalnego Domu Kultury. Powstał spektakl niezwykły (jak twierdzą widzowie i krytycy), a potrzeba treści i emocji, które z sobą niesie, są być może nawet większe – a na pewno aktualniejsze, niż to, co mają w sobie „Ballada o Wołyniu” i „Wyklęci”.

Pozwólcie państwo, że przytoczę kilka popremierowych wpisów na naszej poczcie (oczywiście każdy jest podpisany):

Wspaniały spektakl, dużo wrażeń. Bardzo dziękujemy.

Dziękuję za zaproszenie. Wspaniały spektakl. Doskonała reżyseria i wykonanie było wczoraj dużym moim emocjonalnym przeżyciem.

Wspaniała praca. Wspaniali aktorzy, ludzie. Gratulacje.

Wspaniała gra aktorska! Głębokie przesłanie, wzruszające.

Roman Brandstaetter to prorok. Udało Wam się wyrazić najgłębsze sensy, które zawarł w dramacie „Dzień gniewu”. Gratuluję i dziękuję!

Rok 2013 jest już o 70 lat odległy od apogeum ludobójczej zbrodni ukraińskich nacjonalistów na mieszkańcach polskich Kresów wschodnich i południowo-wschodnich. Smutna to rocznica, smutna w dwójnasób, bo wciąż pamięć o tamtych czasach jest zakłamywana. Trudno o bardzie jaskrawy dowód, jak tegoroczna uchwała Sejmu III RP, która zbrodnię ludobójstwa nazwała „czystkami etnicznymi ze znamionami ludobójstwa”. To faktycznie jest plucie w twarz ofiarom i ubliżanie elementarnej sprawiedliwości. Nic więc dziwnego, że nasza „Ballada o Wołyniu”, tego roku mająca prawie 20 prezentacji, jest w tej sytuacji coraz bardziej politycznym spektaklem, co skomentowałem w wywiadzie „Zapotrzebowanie na Polskę” udzielonym we wrześniu Portalowi Kulturalnemu (www.mgzn,pl): „() politycy dzisiaj robią nam tylko „prezent”, nie chcąc w Sejmie nazwać tamtych wydarzeń ludobójstwem, choć ludobójstwem one były. Tak m.in. upolitycznia się sztuka”. I dalej dopowiadałem tak: „A tak w ogóle, to w świecie tak spolaryzowanym i na tej szerokości geograficznej, trudno o sztukę, która jest niepolityczna. A szczególnie, kiedy władza, finansując tych, a nie innych artystów, te, a nie inne projekty artystyczne, sama upolitycznia sztukę”. Ano właśnie.

A to nasze podróżowanie po Polsce z „Balladą” jest coraz bardziej wymagającą pracą. To udowadniają nam ludzie spotkani po drodze i reakcje widzów. To udowadniają nam także niektóre lokalne samorządy i ich patriotyczne zaangażowanie. Tak było np. w podkarpackiej Birczy, gdzie m.in. TNT został uhonorowany złożonym na moje ręce specjalnym adresem, w którym czytamy m.in.: „Wyrażamy wdzięczność za pasję i entuzjazm oraz trud włożony w przygotowanie „Ballady o Wołyniu”, a także wpływanie na kształtowanie postaw patriotycznych ()”. Tak jest również z naszym, od kilku miesięcy coraz istotniejszym kontaktem z miastem Stalowa Wola, którego prezydent osobiście się zaangażował w promowanie TNT i „Ballady o Wołyniu”. Największym jednak przeżyciem dla nas, a szczególnie dla jednej z aktorek (Magdaleny Zbylut), był występ w dolnośląskim miasteczku Trzebnica. Tutaj, w trakcie prezentacji, z widowni usłyszeliśmy łamiący się głos: „To ja. To moje słowa. To jest o mnie!” Możecie Państwo sobie tylko wyobrazić, jakie emocje wyzwoliła ta sytuacja. Okazało się, że jednym z widzów jest pani Irena Gajowczyk (po mężu Ostaszewska), cudem uratowana z wołyńskiej Zagłady, której świadectwo, zapisane w dziele Władysława i Ewy Siemaszków, wykorzystaliśmy w scenariuszu „Ballady o Wołyniu”. Powiedziałem później Magdzie, które te wspomnienia wypowiada, że takie historie w zasadzie się nie zdarzają. Że to dar od Boga, po prostu. Jakby tych przeżyć było mało, to w tejże Trzebnicy mieliśmy na widowni sporą grupę mężczyzn ubranych w galowe mundury wojskowe. Byli to przedstawiciele Środowiska Żołnierzy Polskich Oddziałów Samoobrony z Kresów Południowo-Wschodnich II RP. Po spektaklu, ci autentyczni świadkowie historii, w imieniu swojej Rady Krajowej, wręczyli nam Dyplom Uznania „za wybitne zasługi w działalności społecznej na rzecz stowarzyszeń kombatanckich i kresowych oraz za popularyzowanie i utrwalanie pamięci o ludziach i ich czynach w walce o niepodległość Polski podczas II wojny światowej i po jej zakończeniu”.

Tak jak puentowałem cytatem poprzedni akapit, tak i ten, poświęcony spektaklowi TNT „Wyklęci”, cytatem zacznę: „Słucham w tej chwili Radia Maryja i Państwa wypowiedzi i świadectw o Żołnierzach Wyklętych. Gratuluję postawy i patriotyzmu, który obecnie jest tak potrzebny. Życzę trwania i wytrwania – to jak nasza wiara czyni Polaka”.

To email słuchacza z Kielc – reakcja na rozmowę z przedstawicielami TNT (konkretnie – aktorki Agnieszki Rodzik i niżej podpisanego), która miała miejsce z końcem lutego w toruńskim studio TV Trwam, a następnie w studio Radiu Maryja w jego sztandarowym programie – Rozmowy niedokończone. W telewizyjnej części audycji pt. „Honor i pamięć Żołnierzom Wyklętym”, prowadzonej przez ojca Grzegorza Maja, wzięła również udział pani dr Alicja Paczoska-Hauke, historyk z bydgoskiego IPN. To, skądinąd piękne i udane spotkanie, uświadomiło mi raz jeszcze, ale dobitniej to, co już wcześniej parę razy artykułowałem przy różnych okazjach: Polsce potrzebna jest polska sztuka.; naszej Ojczyźnie potrzebny jest polski teatr i najbardziej skuteczne w narodowej i duchowej edukacji emocje, którym patronują cztery greckie muzy: Melpomena, Talia, Polihymnia i Terpsychora. Książki, sesje naukowe, panele, wykłady, audycje radiowe i telewizyjne, artykuły w prasie itd. itp. – to za mało, aby zmienić ten świat; to dzisiaj za mało, aby odwojować Polskę w głowach ludzi, szczególnie młodych ludzi.

Kilka dni później miałem w Warszawie spotkanie z Jackiem Pawłowiczem, Kierownikiem Referatu Edukacji Historycznej IPN. Temat jeden: możliwa pomoc IPN w promocji naszych przedstawień, a szczególnie spektaklu „Wyklęci”, co do którego zasugerowałem stałą współpracę w ramach projektu artystyczno-edukacyjnego, którego początkiem było podpisanie przez TNT umowy z Okręgowym Inspektoratem Służby Więziennej w Warszawie. I co? Miano się odezwać; latem mieliśmy pokazywać spektakl na jakimś młodzieżowym obozie w Kampinosie; potem dalej I nic!

Parę miesięcy później możliwość wspólnej realizacji tegoż projektu zaproponowaliśmy Fundacji Niepodległości z Lublina. Jak najbardziej, ale milczą. O co chodzi z tymi „żołnierzami wyklętymi”? Dlaczego zaledwie kilka prezentacji „Wyklętych” mieliśmy w tym roku? Dlaczego jedyny spektakl w Polsce temu tematowi poświecony, nie jest „używany” do tak bardzo potrzebnej pracy nad narodową świadomością? Przecież trwa wojna o znaki, symbole; cały czas trwa bezwzględna wojna o symboliczną przestrzeń, w której żyjemy i nie wygramy tej walki o swoją tożsamość, jeżeli nie „odwojujemy” kultury.

Tymczasem „nieznani sprawcy” tuż przed świętem Żołnierzy Wyklętych zniszczyli na krakowskich Plantach pomnik Danusi Siedzikówny „Inki”, zamordowanej przez polskich komunistów. Tymczasem, zaledwie rok temu, trzeba było zbierać pieniądze, bo nie było za co pochować zmarłej w jakimś domu opieki córki mjr Zygmunta Szendzielarza „Łupaszki”, w którego oddziale „Inka” była sanitariuszką. Tymczasem w 50 rocznicę śmierci „ostatniego Wyklętego”, Józefa Franczaka „Lalka”, niejaki Tadeusz Iwiński, niegdyś członek komunistycznej PZPR, dzisiaj poseł SLD, nazywa tego polskiego żołnierza terrorystą, a jego partyjna towarzyszka, niejaka Joanna Senyszyn (też obecnie poseł SLD) kpi publicznie mówiąc, że „Lalek” „został zabity w 1963 r., bo biedak nie wiedział, że się wojna skończyła”. Tymczasem, komunista Aleksander Wołkowycki, rozstrzelany przez oddział „Łupaszki” za zdradę Ojczyzny, jest nadal patronem zespołu szkół (podstawówka i gimnazjum) w Narewce. Tej samej Narewce, w której urodziła się „Inka” Długo tak jeszcze?

W recenzji z naszych „Wyklętych” Jan Maniak napisał: „Spektakl „Wyklęci” ustami aktorów zadaje nam pytanie o prawdziwą Polskę z „Nie – Teraz”, wieczną. Zadaje pytanie o Polskę, która potrafi zmieniać Polaków w prawdziwych ludzi. Ktoś, kto stawia pytanie:, „Co z ta Polską?”, otrzymuje odpowiedź godną pytania. Jest chora i nienormalna. Zapytaj siebie: Co z Tobą Polaku? Albo Ty masz rację albo Rejtan i Ci Wyklęci”.

Patrzę na to, co napisałem i widzę, że trochę to brzmi jak apel o pomoc dla działalności TNT. Teatr Nie Teraz faktycznie czeka na Państwa zaproszenia; na Wasze inicjatywy, które pozwalają nam docierać do ludzi, a w rezultacie dają nam szansę na walkę o to, o czym było powyżej. Oprócz naszego repertuaru, proponujemy pracę warsztatową z chętnymi bardziej roboczego spotkania się z „innym” teatrem. Jesteśmy również gotowi do realizacji lokalnych i ponadlokalnych projektów, wpisujących się w Państwa oczekiwania i zgodnych z naszymi przekonaniami. Ponadto proponujemy możliwość spotkań autorskich (film, wykład, rozmowa) z przedstawicielami TNT i to niekoniecznie tylko z teatrem w roli głównej.

Tutaj chciałbym zainteresować wszystkich książką, której jestem autorem, a która „wyszła z drukarni” z końcem października, mając swój debiut podczas II Festiwalu Niepodległości w Tarnowie, którego współorganizatorem był TNT. Książka zatytułowana „Dom za żelazną kurtyną” wpisała się bardzo dobrze w tegoroczny profil Festiwalu, czyli w różnorodne rozważania o Kresach, z istotną dominantą dotyczącą Zagłady polskiego Wołynia.

 

Tomasz A. Żak