„Kreon 2010”

Data: 22 września 2014

(…) Jeśliby zaś stojący u steru dopuszczali się samowoli i niesprawiedliwości,

gdyby ulegli pysze i ze szkodą dla państwa rządzili, niechaj wiedzą,

że zdać muszą kiedyś rachunek Bogu (…)”

Papież Leon XIII

Encyklika „Immortale Dei” (O państwie chrześcijańskim) rok 1885

Największym zagrożeniem ludzkiego bytu i moralności jest głupia, coraz głupsza i sprzedajna, służąca obcym władza. Gangrena ochlokracji krąży dzisiaj po Europie niczym „widmo komunizmu”. Greckie polis, tak jak później średniowieczne monarchie, nie były wolne od zła, ale w swej ideowej konstrukcji miały jednoznaczną świadomość grzechu i nieuchronność kary Bożej. W efekcie, państwa zbudowane na tych tradycyjnych koncepcjach rządzenia, stały etycznie znacznie wyżej od państw współczesnych.

 Historię opisaną przez Sofoklesa odczytuje się od lat w duchu rewolucyjnej interpretacji dziejów. W ten sposób z Antygony zrobiono pozytywną postać naszych lektur, a jej imię zawłaszczają, jako swe sztandarowe hasło, wszelkiej maści anarchiści. A przecież starożytny mistrz dramatu greckiego wcale nie ukrywa jej głupoty, naiwności i najzwyklejszego tchórzostwa.

W naszej inscenizacji skupiamy się na postaci Ismeny, której wybory były znacznie trudniejsze, niż emocjonalne działania jej siostry oraz na Kreonie, który zarażony grzechem pychy, stawiając się ponad Bogiem, niszczy to, czego słusznie bronił.

Wiosną roku 2010 Teatr Nie Teraz zawiesił prezentacje swojego spektaklu pt. „Kreon”. 10-ty dzień kwietnia zmieniła tak wiele, że nasza teatralna opowieść o żądzy władzy, o zdradzie, o odpowiedzialności i o Bogu zdała się nam „kiczowatą literacką fikcją” wobec tego, co wydarzyło się naprawdę. Trzeba było lat, aby uporządkować w sobie myśli i emocja i móc wrócić na scenę i raz jeszcze odczytać dramat Sofoklesa. Odczytać go „po Smoleńsku”. Przedstawiamy tegoż efekt – inscenizację „Kreon 2010”.

Tłem spektaklu „Kreon” jest Polska, a Tebańczycy to My – Polacy…

Na kanwie klasycznego greckiego dramatu, za pomocą subtelnych, lecz uderzających kontrastem środków – jak choćby bijące po oczach na czarnym tle sponiewierane barwy narodowe – oglądamy inną, współczesną historię o władzy, o zdrajcach, o bohaterach i o zwykłych obywatelach patrzących na dziejącą się na ich oczach tragedię, jako na fatum ciążące nad krajem. Spojrzenie przez pryzmat takiego „Kreona – Antygony” na polską współczesność, pozwala dostrzec nieprzezwyciężalną sprzeczność naznaczającą los bohatera, w którego działaniach widzimy rządzących Polską. Sprzeczność polega na tym, że osobiste ambicje króla / rządu nie są spójne z polską racją stanu, zamieniając wszystkie poczynania, wbrew jego „woli i wiedzy”, w swoją odwrotność i prostą drogą wiodą do katastrofy. Bowiem „dobrymi intencjami jest piekło wybrukowane”.

I bracia przy jednym dnia słońcu
Godzą na siebie i morderczą ręką
Jeden drugiemu śmierć srogą zadaje.”

W kontekście „Kreona 2010” trudno zapomnieć, co było przyczyną pierwotną konfliktu. Opisana przez Sofoklesa walka o władzę pomiędzy braćmi Ismeny i Antygony nasuwa analogię do walki między spadkobiercami Solidarności a pogrobowcami komunistycznej junty. Znamy dotychczasowy rezultat tej walki i znamy motywacje bohaterów dramatu sprzed dwóch i pół tysiąca lat. W obu przypadkach na pewno nie chodziło o dobro polis – państwa, a raczej o samą władzę dla władzy i płynących z jej posiadania korzyści. A więc, by zyskać władzę, trzeba zdradzić ojczyznę. Tego dowiadujemy się z klasycznej literatury i pomagdalenkowej polskiej rzeczywistości.

Niestety, promocja relatywizmu pozwala wynosić dzisiaj na ołtarze Ojczyzny ludzi, którzy na miano naszego bohatera, czy patrioty na pewno nie zasłużyli. Tutaj pojawia się następny, wyjęty z dramatu wątek – dla kogo chwała i cześć, a komu odmówić honorowych salutów? Gdzie spoczywają bohaterowie – na „Łączce” czy w Alei Zasłużonych? Komu Wawel, a komu pamięć „przez psy i ptaki w polu poszarpana…”? Są chwile w dziejach narodu, że ów zwykle nieznośny patos jest tak potrzebny, jak ożywcza źródlana woda, zwłaszcza, gdy zaczyna nam się mylić Bóg, Honor i Ojczyzna z grillem, synekurą i „świętym spokojem”.

Bo Zeus nie cierpi dumnych głów,
A widząc ich wyniosły lot
I złota chrzęst, i pychę słów;
Wypuścił swój piorunny grot
I w zwycięstwa samym progu
Skarcił butę w dumnym wrogu”.

Czy ktoś wierzy w spełnienie tych słów? Czy ktoś się boi napiętnowania z powodu złego sprawowania władzy? Nie istnieje „kreonowy” tragizm władzy w tej demokracji; nie istnieje odpowiedzialność, nie ma kary. Władzę „nakręca” chciejstwo, coraz wyższa dieta i immunitetowa bezkarność. Dla rządzonych są podatki, ciche marzenia, lektura Sofoklesa i może jeszcze ta teatralna metafora…

Na podstawie refleksji Jana Maniaka –

Tomasz A. Żak