Do zobaczenia Pani Mario..

Data: 3 kwietnia 2018

* * *

Ze smutkiem przyjęliśmy wiadomość o śmierci p. Marii Witkowskiej, animatora kultury powiśla dąbrowskiego, wielkiego Przyjaciela naszego teatru. 
Składamy kondolencje rodzinie.

* * *

Kiedy była, była właśnie taka..zapraszamy do lektury wywiadu jaki udzieliła pani Maria kilka lat temu, a ten opublikowany był w naszym wydawnictwie pt. „Intuicje”.

 

Teatr w Niecieczy? Jak Najbardziej!

 

– Pani Mario, zacznijmy może nie od początku, ale „od środka”. Mąż Pani, Kazimierz Witkowski, po raz pierwszy, co wynika z jego wspomnieniowej książki, reżyserował w roku 1983 (było to „Wesele Niecieckie”)…

– Wcześniej nasz teatr prowadził jego brat Józef. Tak było po wojnie. Bo przez wojnę był tylko chór ćwiczący w domu prywatnym, który śpiewał przeważnie w kościele. Józef również wszystkie dekoracje robił; on ukończył Akademię Sztuk Pięknych w Krakowie. Natomiast mąż jeszcze przed wojną był wytypowany na kurs reżyserski we Lwowie. Teatrem w Niecieczy zaopiekował się wówczas lwowski Teatr Wielki. Ludzie stamtąd przyjeżdżali tutaj, a nawet w prezencie dali kurtynę.

Po wojnie uczyliśmy się, potem pracowaliśmy. A kiedy w końcu wróciliśmy do Niecieczy, to i wróciliśmy do tradycji. I za Józefa prowadzenie teatru przejął mąż, bo Józef musiał zaprzestać jego prowadzenia z przyczyn osobistych.

– Autorem „Wesela Niecieckiego” był mieszkaniec Niecieczy…

– Tak – Zygmunt Wrzosek, wspaniały człowiek, który wniósł niezwykle dużo do naszej miejscowości. „Wesele Niecieckie” jest wyjątkowym przedstawieniem, ukazującym obrzędy, tradycje naszych przodków. Sztuka ta była niejednokrotnie nagradzana na licznych przeglądach i konkursach. Zawsze spotykała się z ogromna aprobata.  Dwa razy wystawialiśmy ją również w stolicy (w Starej Prochowni i Łazienkach). Do „Wesela Niecieckiego” wracamy już po raz kolejny; jest to jedna z najbardziej oklaskiwanych sztuk.

– Proszę powiedzieć, jak wygląda nabór osób do teatru?

– To się dzieje po prostu. W naszej wsi jest wielu wspaniałych, uzdolnionych ludzi, którzy chętnie biorą udział w działaniach artystycznych. Mamy wiele sekcji tańca i śpiewu, co ułatwia nam dokonywanie wyboru. 

– Czy w tej lub innej kwestii współpracujecie z jakimś domem kultury?

– Nie. Wszystkie zajęcia są prowadzone są pod patronatem firmy Bruk-Bet, która nas finansuje. Zatrudniamy wiele osób – choreografów, muzyków.  Jesteśmy w 100% samowystarczalni dzięki ludziom z Niecieczy, którzy bardzo chętnie współpracują. Muszę tutaj szczególnie wspomnieć o naszej młodzieży, która znajduje czas na to. A niestety, w Polsce obecnie chęć młodych ludzi do takich działalności jest nikła. Nie chcą tego robić. A miejsc, które by ich przyciągały jest coraz mniej, a szczególnie do tzw. kultury wyższej.

– Czyli większość waszych artystów, to osoby z okolic Niecieczy…

– Można powiedzieć, że cały skład naszego zespołu aktorskiego, to ludzie miejscowi. W Niecieczy mieszka wiele osób posiadających różne talenty wokalne, instrumentalne. Nasza wioska pełna jest rodzin o bogatych tradycjach i predyspozycjach artystycznych. To naprawdę rzadko spotykana miejscowość.

– Kto prowadzi próby aktorskie, dykcję, emisję, ruch sceniczny?

– Od dawna próby prowadził mój małżonek. Jednak po jego przebytej chorobie, to ja wzięłam na siebie ten obowiązek (jeśli można to tak nazwać). Z chęcią daję wskazówki i służę radą. Praca z ludźmi chętnymi i pełnymi werwy jest niezwykła i dodaje sił osobie starszej, takiej jak ja. 

– Czy aktorzy, oprócz przygotowywania się do roli, biorą także udział w zajęciach z tańca czy śpiewu?

– Ależ oczywiście. Staram się łączyć te wszystkie rzeczy. Na scenie liczy się wszystko: ruch, głos, obycie.

 

– Czy są próby, gdzie np. ćwiczy się tylko technikę aktora, a nie tylko konkretne role do konkretnego spektaklu?

– Jak najbardziej. Aktorzy spotykają się dwa razy tygodniowo, aby ćwiczyć dykcję i inne potrzebne sprawy. Jednak najwięcej prób i ćwiczeń mamy przed występami. Wtedy nasze spotkania trwają nawet 3 godziny, jak miało to miejsce przy wystawianiu „Świętoszka”.

– A gdyby miała pani wymienić najbardziej aktywne, związane z teatrem osoby…

– Wymieniłabym na pierwszym miejscu naszych aktorów: Bolesława Prażucha, Teresę Musiał, Renatę Górską, Edwarda Prażucha, Marię Słupek i wiele, wiele innych osób… Wśród wokalistów: Alojzego Musiała, Dorotę Kumorowską-Łoś i Katarzynę Miękinię. Nie sposób też nie wymienić naszego scenografa i muzyka, Jana Wójcika oraz niezwykle uzdolnionego instrumentalistę, Jana Sanka.  To tylko kilka osób z licznego grona naszych artystów.

– Zrobiliście też spektakl poświęcony postaci błogosławionej Karoliny Kózkównej.

– Z tą sztuką występowaliśmy m.in. w naszej kurii diecezjalnej i podczas licznych świąt religijnych. Błogosławiona Karolinka to niezwykła postać naszej okolicy, dlatego bardzo cenię sobie to przedstawienie; jest naprawdę wzruszające…

– No właśnie, a co ze współpracą z Kościołem? Scenę macie Państwo pod nowym kościołem w Niecieczy. A oprócz tego, to przecież naturalne, że ludowość jest nierozerwalnie związana z wiarą…

– To prawda, że ludowość żyje w ścisłej harmonii z Kościołem; utrzymujemy więc stały kontakt z naszą parafią i kościołem w ogóle.

– Zapytamy może teraz o najbliższe działania teatru. Co planujecie w tym roku?

– Z uwagi na to, że to 200-na rocznica urodzin Juliusza Słowackiego, mamy w planach wystawienie „Mazepy”. Sztukę najprawdopodobniej będzie można zobaczyć już na jesieni.

Cały czas myślę  też o „Balladynie”, ale to już odleglejsza perspektywa.

– Niemal wszyscy członkowie Państwa rodziny jakoś w teatrze zaistnieli. Jak to jest, że oni się w to angażują?

– Obecnie występuje jedynie moja wnuczka, ale to prawda, że prawie każdy członek rodziny miał wcześniej czy później do czynienia z naszym teatrem. Na przykład Krzysztof występował, kiedy zachorował jeden z aktorów i Krzysztof zastąpił go. Mówiono, że bardzo dobrze grał. A więc nie występują, ale duchem pomagają i nie tylko duchem. Mam cudownych synów, wspaniałą rodzinę. To wszystko wynika chyba z naszej rodzinnej tradycji artystycznej.

W dzisiejszych czasach trudno mówi się o kulturze, patriotyzmie. Dla niektórych są to pojęcia niezwykle dalekie… Na przykład prowadzimy kolonię dla dzieci w Muszynie. Co roku przyjeżdżają do nas m.in. dzieci z z Ukrainy, z Białorusi. I te ich przyjazdy nasuwają mi taką refleksję, że oświata w Polsce jest źle prowadzona. Nasze dzieci nie mają wychowania muzycznego, nie znają żadnych pieśni. Nieciecza jest tutaj wyjątkiem.

– Jakie z tego wnioski, pani Mario?

– To wszystko mnie bardzo boli, że u nas jest tak źle. Nie chcę nikogo krytykować ani osądzać, ale to chyba wina szkolnictwa, które za mało czasu poświęca na uświadamianie młodym ludziom tak ważnych pojęć jak kultura, tradycja, patriotyzm, dorobek przodków. Żeby być patriotą, trzeba być dobrym Polakiem, prawda? Być dobrym Polakiem, to być życzliwym, dobrym dla drugiego i wiernym tradycji przodków. I trzeba być blisko Boga.

– Zmieńmy może nastrój i wróćmy do teatru. Pamięta Pani swoją pierwszą rolę, swoją pierwszą obecność na scenie?

– O, pierwszą! Czy to nie było powstanie? Chyba tak… Grałam między starszymi ludźmi. Wiem, że strugałam ziemniaki. Taka malutka dziewczynka… i śpiewałam jakąś pieśń, jakąś pieśń kościelną… Zmartwychwstanie. „Zmartwychwstanie”, takie był tytuł przedstawienia.

– Czyli czas Wielkanocy?

– Nie, to było zmartwychwstanie Polski. Chyba byłam w II klasie. To mogło być w 1936-tym roku. Pamiętam, że wybrał mnie pan Bolesław Banek, kierownik szkoły, prawdziwy autorytet. To on prowadził wszystkie przedstawienia w tym czasie i dużo mu Nieciecza zawdzięcza.

Moim kolejnym przedstawieniem była sztuka na rocznicę Konstytucji 3 Maja. Wiem, że byłam jakąś Wisią, a słowa były takie:

– Pospiesz się Wisiu (kolega mi mówił). Weź swe książki. Zawiąż na głowie mocniej swe wstążki. Pobiegniemy do szkoły skokiem, bo słońce patrzy już dużym okiem.

A ja mu odpowiadam:

– Ja się nie spieszę wcale a wcale.

– Tego ci Wisiu nie pochwalę, bo nawet gdy kotek  z rana wstanie, to łapki, futerko, przód sobie myje…

I później mówię:

– Bo dzisiaj narodu święto okrzyknięto.

– Skąd wiesz Wisiu?

– Toż wiemy wszyscy od Pani. Tyś nie był w szkole, więc nie wiesz o tem.  Pani mówiła: Spójrzcie, za płotem jabłonki kwitną w kwiecie.

Wy wiecie jak długo nam rozkwitały? Kochane dzieci, wy pamiętacie, zima tu była w lodowej szacie. Jabłoń to Polska. Przez długie lata, brat musiał wrogo patrzeć na brata…

Mniej więcej tak to było. I jednak coś zostało w pamięci. I takie przedstawienia trzeba robić też dzisiaj, jak najbardziej…

z Marią Witkowską, dyrektorem, współtwórcą i reżyserem Amatorskiego Teatru w Niecieczy, rozmawiali Anna Szymańczuk i Tomasz Żak

Nieciecza 10 marca 2009.