A w sercu maj

Data: 30 maja 2017

W cywilizacji wiecznego pośpiechu i ciągłego strachu przed wyborem, marzenia – bo o nich będzie dzisiaj mowa – są wskazane – ba! – są konieczne. To marzenia pomagają oderwać się od rzeczywistości, a jednocześnie dzięki nim jesteśmy w stanie zrozumieć rzeczywistość. Marzyć – to po prostu wychodzi na zdrowie.

Od trzech lat dla TNT miejscem do pracy i twórczej realizacji jest Gimnazjum nr 4 im. Jerzego Brauna w Tarnowie. Połączenie dwóch żywiołów – placówki oświatowej i działalności artystycznej umożliwiło przepływ energii, wymianę doświadczeń, zmobilizowało do poszukiwania nowych form pracy z młodzieżą, i wreszcie, pozwoliło nam poznać ich i im poznać nas. 

Jednym ze spektakli zrealizowanych przez koło teatralne działające w szkole pod opieką dyr. Tomasza A. Żaka, wspomaganego przez aktorów TNT, był spektakl oparty na wierszach Andrzeja Bursy. Ta niewielka teatralna etiuda młodych ludzi, wtedy jeszcze trochę zaskoczonych formułą pracy, onieśmielonych wyjściem na scenę, zetknięciem się z najtrudniejszą chyba publicznością- swoimi rówieśnikami, kolegami i koleżankami z klas, opowiadała właśnie o marzeniach, a ściślej mówiąc, o tym jak te marzenia mają się do trudnej, a dla dorastającego człowieka nawet trudniejszej rzeczywistości. Popularne hasło głosi, że ,,chodzi o to, żeby nie wpaść w błoto” i jakkolwiek prozaicznie ono brzmi, oddaje niebezpieczeństwo jakie czyha na nas w zetknięciu ze światem. Utrzymanie się na powierzchni emocjonalno-moralnej jest tak samo ważne, jak zapewnienie sobie bytu, pożywienia, pracy. Stąd w widowisku ,,Nauka chodzenia” akcja została osadzona po prostu w „szmateksie”, który niestety staje się miejscem pracy wielu młodych ludzi.

Funkcjonowanie w przestrzeni rzeczy używanych można w tym przypadku interpretować jako niebezpieczeństwo godzenia się na bylejakość świata, niebezpieczeństwo doświadczania i rozumienia go ,,z drugiej ręki”, a więc nie samodzielnie. Spektakl ten opowiadał po trosze o niebezpieczeństwach, jakie czekają na młodych ludzi w zetknięciu z wyczekiwaną przez wielu dorosłością. Mówił o tym, że między światem dzieciństwa, a światem dorosłych jest przepaść, którą młodzi ludzie mogą próbować, niczym Pan Cogito z wiersza Zbigniewa Herberta, zasłonić dywanikiem pracy, obowiązków, nie zawsze dobrze rozumianej wolności. Ale przepaść nie znika, może zawładnąć umysłem i sercem. I można przegrać, dostać zadyszki na samym starcie i zapomnieć o tym, kim się jest, skąd się pochodzi i do czego się dąży, czyli, o czym się marzy. Myślę, że wtedy, na początku naszej obecności w Gimnazjum nr 4, i przy okazji na początku nauki w szkole ponadpodstawowej, dla tych wielu młodych ludzi było to trudne doświadczenie – to opowiadanie o rzeczach, które miały dopiero nadejść.

W tym roku, po kilku latach wspólnej pracy, rozmów, dyskusji i poszukiwań, koło teatralne  zrealizowało ,,Baśń o stalowym jeżu” Jana Brzechwy.  Niby bajka dla dzieci, a przecież opowiada o tym samym, co kiedyś ,,Nauka chodzenia”. Ale oglądając widowisko mam wrażenie, że Ci młodzi ludzie, doskonale wiedzą, że marzenia są w życiu ważne i że nieodłączną ich składową jest upór, ciężka praca, dążenie do celu. Widzę, jak bawią się formą; wierzą, że jeśli naprawdę się chce, można przepłynąć te „rtęciowe stawy”, zrzucić „stalowy pancerz”, pokonać górę magnesową.

Myślę, że ta bajka pojawiła się w odpowiednim momencie ich życia. Bo jest trochę tak, że człowiek, gdy dorasta, oprócz tego, że rzeczywistość mu tego nie ułatwia, sam odrzuca marzenia, wycina z siebie śmieszność, żart, dystans do świata. Parafrazując słowa Stanisława Jerzego Leca, można powiedzieć w tym konkretnym przypadku, w odniesieniu do bycia wiernym swoim marzeniom, że kto się wygłupia, ten się wymądrza. A więc ten, kto ma odwagę podnosić głowę do góry i patrzeć w słońce, podczas gdy inni skrzętnie chowają się przed upałem, ten w istocie doświadczy dobroczynnego wpływu promieni słonecznych. Czyli ten, kto sięga po rzeczy duże, mogłoby się wydawać zbyt trudne, widzi więcej i ma więcej niż człowiek, który godzi się z tym, co dostaje od świata.

Ten maj ze Stalowym Jeżem jest miesiącem małych przełomów, decyzji, wyboru drogi, którą chcemy podążać. Nikt nie obiecywał, że będzie łatwo, że słońce nie będzie razić w oczy, przyprawiać o zawroty głowy czy dodawać zmęczenia. Ale kto się nie trudzi ten nie smakuje owoców sukcesu. Przed naszymi „dzieciakami” wiele trudów, ale kto wie, może dzięki teatrowi będzie im trochę łatwiej na tej wyboistej ścieżce.

A tak właściwie, Drodzy Przyjaciele, to marzenia nie rodziłyby się w nas, aktorach i twórcach Teatru Nie Teraz, gdyby nie maj, maj w sercu. Nawet w najbardziej deszczowe dni.

Agnieszka Rodzik