Tradycja to zgoda na przeszłość, bez której by nas nie było. Bez której nie bylibyśmy tacy, jacy jesteśmy. To szacunek do tego, co z przeszłości, co czyni nas lepszymi. To korzystanie z tej przeszłości.
Kiedy sięgamy w teatrze do starych obrzędów; kiedy śpiewamy stare pieśni, uczymy się dawnych tańców; ćwiczymy ciało zgodnie ze starymi regułami sztuk walki, to potwierdzamy wielką kreatywną wartość przeszłości.
Jeżeli z tych wypraw w świat naszych dziadów nie wyciągamy wniosków, a tylko stroimy się w etnologiczne konteksty niczym w jarmarczne błyskotki, to jesteśmy
tylko barbarzyńcami, powierzchownymi odpustowymi błaznami.
W kulturze europejskiej, w sztuce białego człowieka, najważniejszy jest Bóg. Naszą Europę ukształtował katolicyzm, a więc wiara w mękę, śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa. Jedyną świętą księgą jest Biblia, czyli Stary i Nowy Testament. Jedynym prawem jest Dekalog.
A teatr jest po to, aby zmieniać świat.
„Teatr musi nieść przesłanie, Dobrą Nowinę, Prawdę. Nazywać nienazwane, być światłem, lampą, najpierw dla aktora, reżysera, następnie dla widza. Żeby robić teatr trzeba żyć w głębokiej, osobowej więzi z Bogiem i poszukiwać tego, co On chciałby pokazać innym.” (Agnieszka Hila, nauczyciel, uczestnik warsztatów TNT, sierpień 2006)
Jeżeli teatr ma zmieniać świat, to jego twórcy muszą najpierw zmienić siebie. A te wszystkie zmiany muszą uszanować jedną fundamentalną zasadę – nie dopasowuje się Boga do czasów nam współczesnych; to my, współcześni, mamy się dopasować do Boga i do Tradycji, która jest związana z naszą wiarą i wszelkimi przejawami chrześcijańskiego kultu. Tak jak czynili to nasi przodkowie.
Tradycja w sferze duchowości to dla nas Msza święta w rycie trydenckim. Magisterium Kościoła to prawie 300 papieży i ich encykliki, a nie tylko trzech czy czterech ostatnich.
Natomiast katechizm to życiowy rozkład jazdy każdej osoby wierzącej, a nie lekturka szkolna, którą można zmieniać na każde widzimisię kolejnych pokoleń.
„Teatr katolicki, to realizacja ideału katolickiego: Chwała Boga i zbawienie dusz! Zwycięstwo Chrystusa nad grzechem, piekłem i szatanem. Taki teatr przyjmuje swój ideał od Boga, od Objawienia. Jest to najwyższy możliwy ideał. Nawet można powiedzieć, że TEN ideał jest prawdziwą, choć wyższą rzeczywistością! Taki teatr pokazuje, że realizm, w którym żyjemy, jest właściwie „graniem” i „fikcją”, a „grany spektakl” jest ostatecznym i prawdziwym realizmem. Taki teatr może być wielkim dobrodziejstwem dla człowieka. Zachęca go bowiem, aby się tym stał, kim w oczach Boga i istotnie już JEST.”
(Karol Stehlin, FSSPX, styczeń 2007)
Najczęściej o tym właśnie zapominamy. A najłatwiej zapominają artyści. To pewnie efekt pychy, która tak łatwo do nas przychodzi i nie pozwala myśleć. Myśleć i wyciągać wniosków.
Teatr Nie Teraz na swojej drodze spotykał wielu ludzi wierzących i niewierzących, także „wierzących inaczej”. Spotykaliśmy kapłanów w sutannach, w koloratkach i takich w dżinsach.
Modernizowanie kultu religijnego, modernizowanie naszej wiary, to droga donikąd, a ekumeniczne eksperymenty mordują naszą cywilizację. Tak myślimy. Tradycję, która daje siłę, także w wyborach artystycznych, odnaleźliśmy w kaplicach Bractwa św. Piusa X. Okazuje się, że modlitwa prawdziwa jak najbardziej rymuje się ze sztuką teatru, także teatru poszukującego.


















